Piszę do Ciebie pierwszy list, bo jakoś wcześniej nie było okazji. A teraz jest i to jaka! Twoje trzydziestolecie aktywnego, systematycznego i pomysłowego funkcjonowania na rynku prasy polonijnej. Jesteś już dojrzałym wydawnictwem – ustatkowanym, które wie, ile może zrobić dobrego, kiedy się stara, by wszyscy wokół byli zadowoleni. A Ty się starasz, to widać i słychać na każdą odległość.
PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK
Ja mieszkam daleko od Ciebie, nad pięknym Morzem Bałtyckim, w mieście sławnym i atrakcyjnym, do którego zawsze Cię zapraszam. Ale Ty, „Monitorze”, i u siebie, w pięknym Kwiatuszkowie (Kvetoslavovie) nieopodal Bratysławy jesteś perełką. No bo jak inaczej nazwać fakt, że od 30 lat trwasz na posterunku i stajesz się coraz bardziej atrakcyjny, kolorowy i wszechstronny. To na pewno zaskakuje i porusza. Jak Ci się to udaje?
Jak przetrwałeś różne czasy i zdarzenia, z którymi musiałeś się zetknąć, bo przecież w tym zajęciu dziennikarskim często leci się z pieca na łeb i trzeba sobie z tym radzić. A więc, „Monitorze Polonijny”, dzielny jesteś chłopak, choć – jak wieść niesie – prowadzony przez urodziwą kobietę. Odporny na wstrząsy i zawirowania musisz mieć mocną głowę. I tego Ci gratuluję na wstępie.
A tak w ogóle to się zastanawiam, jak długo my się znamy. I policzyłam, że z widzenia to już będzie ponad dwadzieścia lat. Zobaczyliśmy się po raz pierwszy w pięknej Gdyni, gdy trwało XII Światowe Forum Mediów Polonijnych. Wtedy ujrzałam Cię, ale też usłyszałam o Tobie po raz pierwszy. To był rok 2004. Jak się potem dowiedziałam, to również był Twój pierwszy przyjazd na takie forum.
Zauważyłam, że byłeś, „Monitorze Polonijny”, dziennikarsko otwarty, chętny do rozmowy, ciekawy towarzystwa, które się wspólnie zastanawiało, jak powinno się robić polskie media za różnym granicami – tymi bliskimi i tymi dalekimi. Miałam wtedy zadanie do wykonania, czyli warsztatowo zastanawiałam się razem ze wszystkimi polonijnymi dziennikarzami, jak najlepiej pisać informacje, bo wiadomo, że w naszym fachu dobrze zredagowana informacja jest podstawą wszelkich sukcesów.
A potem przejrzałam, „Monitorze”, wiele Twoich numerów, bo były jakieś zawirowania redakcyjne i niezbyt sprzyjające Ci grono, chciało Cię zlikwidować. No nie! Szybko więc szukaliśmy jak najlepszych działań, żeby było jeszcze ciekawej w piśmie, żeby pojawili się nowi autorzy, nowe rubryki, żeby zachęcić jak najwięcej Czytelników, by sięgali po Twoje ciekawe numery, które na okładkach fajnymi zdjęciami ozdabiał z czasem i robi to do dzisiaj Stano, druga połówka od tej atrakcyjnej redaktorki. I udało się. Gratuluję, że tak dzielnie przetrwałeś te 30 lat!
Z poważaniem Twój MP czytelnik i pisarczyk.
Alina Kietrys
Post Scriptum.
Małgosiu! To Ty jesteś „Monitorem Polonijnym” razem z piszącymi, którzy lubią to, co robią, bo wciąga ich pismo, które redagujesz, i tematy, które im podpowiadasz. Funkcjonujesz równocześnie w wielu ważnych miejscach. Biegasz. I ze wszystkim zdążasz: od koncertów, na których swoje utwory z zespołem muzycznym, który zainicjował i w którym gra Stano – dobry duch różnych poczynań nie tylko w „Monitorze” – a potem wpadasz do radia, które też Cię uwiodło, a potem jeszcze telewizja i media społecznościowe.
Przy okazji wszędzie promujesz (i słusznie!) „Monitor Polonijny”. No i piszesz teksty piosenek! Wydajecie krążki muzyczne, które są popularne i cieszą. A ja z sentymentem wspominam nasze spotkania dziennikarskie, kiedy na warsztatach, które prowadziłam w gościnnym Instytucie Polskim w Bratysławie, spotykałam piszących do MP i ćwiczyliśmy razem najlepszą jakość różnych form dziennikarskich.
Pamiętam też nasze dyskusje w Waszym domy przy kuchennym stole. Wiadomo, w kuchni rozmawia się najlepiej. A potem przyjacielskie wpadanie do siebie do Wrzeszcza i do Kvetoslavova. Przetrwaliśmy razem dwie trzecie z trzydziestu lat – szmat czasu, za który dziękuję.






