Ewald Danel: „Współpraca z ludźmi jest ciekawsza niż mikrochirurgia w muzyce“

Kto by to przypuszczał, że w niedzielny poranek będą się ustawiać kolejki do Słowackiej Filharmonii? Tak było 12 kwietnia. Około trzystu osób zdecydowało, że weźmie udział w bardzo ciekawym muzycznym wydarzeniu, na które zapraszał nasz rodak z Zaolzia Ewald Danel, szef 14-osobowej Słowackiej Orkiestry Kameralnej.

 CO U NICH SŁYCHAĆ? 

Kiedy dowiedziałam się, że to rok kilku rocznic dla naszego wirtuoza, zdecydowałam się z nim spotkać, by zobaczyć, jak wygląda jego praca i porozmawiać o niej. Zainteresowała mnie próba Słowackiej Orkiestry Kameralnej z udziałem chórów i solistów, którzy odpowiedzieli na zaproszenie Ewalda Danela do wzięcia udziału w wyjątkowym koncercie, w ramach którego zaplanowano wykonanie „Pieśni biblijnych“ opus 99. Antonina Dvořáka. Koncert miał się odbyć w katedrze św. Marcina, zaś pierwsza próba w Słowackiej Filharmonii.

Między emocjami a wirtuozerią

Kiedy wszyscy zainteresowani słuchacze dotarli do głównej sali koncertowej filharmonii, w której odbywała się próba, okazało się, że zajęli niemalże połowę krzeseł. Na scenie siedzieli muzycy, a całością dyrygował Ewald Danel. I trzeba powiedzieć, że robił to z olbrzymim wyczuciem, wyrozumiałością, co jakiś czas udzielając wskazówek chórzystom, jak wczuć się w muzykę, podkreślając, że w muzyce chodzi o emocje i uczucia, a nie o wirtuozerię.

Orkiestra i chórzyści

Pomysł zaproszenia śpiewaków do wspólnego występu ze Słowacką Orkiestrą Kameralną nie był nowy. „W 2004 r., kiedy to przypadała setna rocznicy śmierci Antonina Dvořáka, zorganizowałem taki koncert po raz pierwszy. Wtedy zaprosiłem chóry bratysławskie – dziecięcy i dziewczęcy –  a także dzieci, które jeszcze nie chodziły do szkoły“ – wspomina Ewald Danel.

Od tamtego czasu koncerty w podobnej formule odbyły się wiele razy, m.in. na Zaloziu, w Brnie, w Gregorovicach, na festiwalu Pohoda. „Kiedy zamordowano Jana Kuciaka i Martinę Kušnirovą, wystąpiło z nami 250 wykonawców“ – opowiada szef orkiestry i przekonuje, że od czasu do czasu chętnie podejmuje wyzwanie łączenia profesjonalnej orkiestry z ludźmi, którzy lubią śpiewać.

 

25 lat

Nasz rodak stoi na czele Słowackiej Orkiestry Kameralnej już ćwierć wieku. To miejsce przekazał mu inny Polak z Zaolzia, Bohdan Warchal, który założył orkiestrę w 1960 r. „Znaliśmy się z Zaolzia, miałem doświadczenia w takiej pracy, więc w naturalny sposób przekazał mi pałeczkę, kiedy już tracił siły“ – wspomina mój rozmówca, który wcześniej był koncertmistrzem w Słowackiej Filharmonii.

 

Najbarwniejsze momenty

Próba dobiegła końca, sala filharmonii opustoszała, a my mamy czas, by powspominać. Pretekstem jest okrągły jubileusz życiowy Ewalda Danela, który w tym roku świętuje 70. urodziny. Pytam go więc o najbarwniejsze momenty w życiu. „Było ich więcej, ale tym najważniejszym chyba był ten, kiedy uniknąłem śmierci, bowiem w 1991 r. miałem wykupiony lot z Seulu do Wiednia. Tylko dlatego, że ostatni koncert został odwołany, poleciałem innym samolotem i dzięki temu żyję“ – mówi Danel.

 

Brak legitymacji

Pytam go, czy przeprowadzka z Zaolzia do Bratysławy była dla niego wyzwaniem. „Chciałem studiować w Pradze, ale ponieważ nie należałem ani do harcerstwa, ani do partii, więc to nie wchodziło w rachubę“ – wspomina. W Brnie było podobnie, na szczęście w Bratysławie się udało. Był rok 1977. „To nie był skok na głęboką wodę, znałem tu wielu muzyków, z którymi już wcześniej grałem“ – opowiada.

Ciekawe jest także to, że nasz bohater wyrastał w kilku językach: uczęszczał do polskiej szkoły podstawowej na Zaolziu, w konserwatorium uczył się po czesku, a po słowacku studiował na bratysławskim VŠMU. No i jest jeszcze jeden język ważny dla pana Ewalda – gwara zaolziańska. „Po naszymu rozmawiałem z Bohdanem Warchalem, rozmawiam także z innymi rodakami, z którymi jestem w kontakcie“ – opisuje.

Praca czy niewola?

Podpytuję mistrza o plany muzyczne. „Sam stwarzam sobie możliwości do dyrygowania, bo gdyby nie komuna, to pewnie więcej bym się dyrygenturą zajmował“ – mówi. Na skrzypcach dużo nie ćwiczy, wychodzi bowiem z założenia, że ten, kto musi dużo ćwiczyć, powinien rozważyć, czy rzeczywiście powinien to robić. Jego zdaniem muzyka nie może być całym życiem.

Podpytuję go więc, co jest dla niego tym życiem. „Byłem bacą, pasłem owce, uczyłem w Japonii, współpracowałem z muzykami po drugiej stronie kuli ziemskiej, chodziłem po górach, zdobyłem Gerlach“ – wymienia i dodaje, że współpraca z ludźmi jest ciekawsza niż mikrochirurgia w muzyce, bo piękne utwory nie powstały po to, by się nimi katować.  „Papież Franciszek powiedział, że gdy praca nie zostawia człowiekowi dość czasu dla rodziny, na hobby, na odpoczynek, to nie jest praca, ale niewola“ – kwituje.

 

Świętowanie

Jak Słowacka Orkiestra Kameralna świętuje 65-lecie? Występowali w Orłowej, czyli tam, gdzie urodził się Bohdan Warchal, w Górnej Suchej – tam, gdzie urodził się Ewald Danel, był specjalny koncert w filharmonii, a potem z niektórymi członkami Orkiestry, którzy zasilali jej pierwszy skład. Był też koncert z repertuarem, który zabrzmiał na pierwszym koncercie Orkiestry.

Kiedy dopytuję mojego rozmówcę, czego mu życzyć, mówi o zwykłych rzeczach, które docenia się, kiedy się je straci. „Nie chcę dużo gadać. W Biblii jest napisane, że na początku było słowo, a ja dodaję, że po nim zostają gadki, a ludzie zamiast coś zrobić porządnego, gadają“ – podsumowuje.

Nasza rozmowa dobiega końca. Za kilkadziesiąt minut zobaczymy Mistrza znowu w akcji – najpierw na kolejnej próbie, a potem na koncercie w katedrze św. Marcina. Tam w strzelistych przestrzeniach, przy dźwiękach muzyki będziemy mieć czas na kontemplowanie tego wszystkiego, o czym mówił.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: Milan Drozd

MP 5/2026