Czasami czuję się w naszym domu jak na wczasach. Wiecie, na takich prawdziwych, ekskluzywnych wczasach. Muszę przyznać, że większość ciepłych dni spędzam w naszym jacuzzi i potrafię siedzieć tam nawet ponad godzinę. Rodzice włączają mi takie bąbelki, które masują całe moje ciało, a wieczorem zapalają tam różne światełka i lampki, które ja bardzo kocham. Przecież światła i dźwięki to moja specjalność.
ROZMOWY Z NINĄ

Księżniczka na materacach
Jeżeli nie mam ochoty na jacuzzi, mam do dyspozycji kilka miejsc do odpoczynku, przygotowanych przez rodziców. Jednym z nich jest materac rozłożony na trawie. Drugie to łóżko z materacem pod kwitnącym drzewem. Oczywiście jest też niebieski leżak z miękkim materacem. Na naszym tarasie jest też łóżko, gdzie również mogę się położyć.
Do tego dochodzi duża huśtawka, na której też można leżeć. I zgadnijcie co? Oczywiście, że jest na niej materac. Mama często mówi, że jestem jak księżniczka na ziarnku grochu. Wiem, że ta księżniczka też miała jakiś problem z materacami, chociaż nie do końca rozumiem, o co tam chodziło. Ale niech będzie. Jestem księżniczką.
Lato jest piękne. Kocham słońce, kolory w naszym ogrodzie i wszystko, co wtedy kwitnie. Ale to już o mnie wiecie. Czereśni jednak nadal nie spróbowałam. To też o mnie wiecie. Ani malin. Mama bardzo się stara, żebym przyjmowała dużo witamin, więc codziennie przygotowuje mi surówki z warzyw, które rosną w naszym ogrodzie.

Domowe lotnisko
Tak poza tym wiecie, jak jest. Życie po prostu. Czasami trochę się nudzę. Czasami po prostu staram się relaksować. Ale żeby tych materacy nie było za mało, rodzice kupili ostatnio nowy materac na moje łóżko. Taki dosyć twardy, bo podobno to lepsze dla kręgosłupa. Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czyjego kręgosłupa, bo to tata narzekał, że źle mu się śpi i bolą go plecy.
W każdym razie kupił nowy materac, a ten stary, duży, który wcześniej leżał na moim łóżku, został położony na podłodze. I teraz mam coś, co po słowacku nazywa się „lotnisko”. Nie wiem, czy po polsku też tak się mówi, ale trochę językowego okienka jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Leżę więc sobie na moim lotnisku i bardzo często tam zasypiam. Muszę wam powiedzieć, że kocham moje lotnisko. Czyli, jak widzicie, to ciąg dalszy moich przygód z materacami.
Wyniki
Oczywiście nadal muszę przechodzić różnego rodzaju badania. Ostatnio nawet razem z mamą miałyśmy pobieraną krew. I wiecie, co się okazało? Że mam lepsze wyniki niż moja mama. Sama już nie wiem, kto tutaj wymaga większej opieki — ja czy mama. Ale podobno ta cała przygoda z witaminami i dobrą opieką moich rodziców przynosi efekty. Moje wyniki są bardzo dobre, a mama musi troszkę bardziej o siebie zadbać.
Ostatnio miałam też taki okres, kiedy nie za bardzo dopisywał mi apetyt. Och, jak mama się martwiła. Trochę schudłam, ale ciałka mi raczej nie brakuje. Nawet po schudnięciu tego ciałka jest całkiem sporo. Na szczęście nie odbiło się to negatywnie na moim zdrowiu.
Treningi głosowe
Ostatnio bardzo chciałabym dużo mówić, ale moja mowa jakoś nie chce ze mną współpracować. Za to wydaję różnego rodzaju dźwięki. Czasami trochę głośniejsze, niż jest to społecznie akceptowane. Moja rodzina podobno bardzo z tego powodu cierpi. Sama już nie wiem. Z jednej strony wszyscy chcą, żebym mówiła, a z drugiej strony przeszkadza im, że wydaję tyle głośnych dźwięków. A ja po prostu trenuję swoje struny głosowe.
I tak jakoś toczy się moje życie.
Jeszcze przez jakiś czas będę chodziła do mojego ośrodka, a potem przyjdzie chwila wytchnienia. Upragniony urlop i trochę odpoczynku. Nie wiem, czy dla rodziców, ale dla mnie na pewno. Będę mogła dłużej spać i nie będę musiała wstawać wcześnie rano na nasze codzienne wyjazdy do Dúbravki.
Zatem wszystkim wam życzę udanego urlopu. Żebyście złapali trochę słoneczka, a jeśli nie słoneczka, to chociaż trochę oddechu i relaksu.
I może też trochę czasu spędzonego na materacach.
Wasza Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos





