Filmowy wrzesień to czas 51. festiwalu polskiego kina w Gdyni. Zapowiada się jak zwykle tygodniowy maraton pełen wrażeń, spotkań z gwiazdami, imprez okolicznościowych i dyskusji o kondycji polskiego filmu. W konkursie głównym FPFF pokazanych zostanie 16 fabuł, w konkursie filmów krótkometrażowych pojawi się 28 tytułów, a do pokazów w sekcji dokumentu wybrano 7 filmów. O festiwalowych przygodach z polskim kinem opowiem Państwu w październikowym numerze „Monitora Polonijnego”.
KINO OKO
A tymczasem w Netflixie króluje trzeci sezon serial 1670. I znów ten tytuł wywołuje różne opinie i skrajne recenzje: od przychylnych analiz „polskości” i kontekstów współczesnych w nibyhistorycznym kostiumie po złorzeczenia, że znowu jakiś serial nas obraża, bo się z nas „nieśmiesznie naśmiewa”.
Zaczyna się ostro, od stwierdzenia: „Bo kto się chamem urodził, ten chamem umrze”. Rzecz dotyczy nie tylko chłopstwa. Gorzko, ale i jednoznacznie. A „w tym domu mówimy sobie tylko miłe rzeczy, niemiłe dusimy w sobie…”. Wylewa się czara goryczy i kołtuństwa. I to może być mało śmieszne.
Trzecią część 1670 tworzą wciąż ci sami: scenarzysta Jakub Rużyłło i dwaj reżyserzy – Maciej Buchwald i Kordian Kądziela. Są zdolni i pomysłowi, ale też sarkastyczni, ironiczni i przewrotni w wartościowaniu. Forma mockumentu, czyli fałszywego dokumentu epoki, wymaga żartu, parodii, zmyślenia, bo to stanowi istotę tego gatunku. A więc osoby z 1670 w pełni wymyślone są obdarzone wieloma cechami, które z czymś lub z kimś mogą się nam kojarzyć.
Jan Paweł z Adamczychy (ciągle świetny w tej roli Bartłomiej Topa, krwisty niczym befsztyk) stawia tezy bolesne i inspiruje sytuacje, które mają tłumaczyć jego dziwaczne osądy i zachowania. Wpierw jest żałośnie niezdolnym szlachciurą, którego pokonuje prymitywna w treści i formie matura. Musi ją zdać, by odzyskać szlacheckie papiery, które spłonęły w pożarze biblioteki.
A potem przeżywa kryzys tożsamości („co, jeśli to nie żupan zdobi człowieka…”) i demonstruje (nie tylko ze strachu) różne obsesje, które komplikują mu rozumienie świata. Będzie więc szukał dla siebie życiowego partnera (nie partnerki), zapominając, że jest jeszcze mężem Zofii. Nie wiadomo, czy to akt desperacji, czy tylko gui pro guo.

Szkołę w Adamczysze zakłada Aniela (udana rola Martyny Byczkowskiej), córka głównego bohatera Jana Pawła. Uczy w niej lokalne chłopstwo. Jej działania prowadzą jednak do nieoczekiwanych skutków. Chłopi biorą sprawy w swoje ręce i mają dość hegemonii szlacheckich panów. Jak to się kończy, proszę sprawdzić.
Akcja trzeciej części toczy się z rozmachem nie tylko w szlacheckim zaścianku, ale wychodzi także z własnego, zapyziałego i kołtuńskiego szlacheckiego podwórka i nieustannie mruga do widzów współczesnością. W kostiumie szlacheckim rozstrzygane są dzisiejsze dylematy, a jest ich nie mało. Scenarzysta je kumuluje, a reżyserzy w każdym odcinku dolewają nam dziegciu do tego nibyszlacheckiego (szlachetnego?) miodu.
Relacje małżeńskie Jana Pawła słabną, ale Zofia (popisowa rola Katarzyny Herman) jest ciągle zrównoważona, plącze się wątek miłosny Anieli, choć stara miłość do Macieja nie rdzewieje. Powrót wybranka z tułaczki może być dobrym znakiem. Ksiądz Jakub Adamczewski jest oczywiście cały czas jednakowo zachłanny na pieniądze i wyznaczane przez hierarchów na cele, bo liczy na awans.

Michał Sikorski w tej roli jest naprawdę pyszny, a swoje „sarmackie pokusy” gra brawurowo. W ogóle szlachcice – jak to paniska – mają się w tym serialu nie najgorzej, choć oczywiście narzekają na zło, które dzieje się wokół nich. Sami uważają się za ludek szlachetny i prawy. Wątków wiele, rozmach realizacyjny i inscenizacyjny coraz większy. Odbiór natomiast serialu jest różny. Jedni się śmieją i cytują, co trafniejsze kwestie, a drudzy zirytowani żądają zaprzestania tej ich zdaniem wątpliwej jakości produkcji.
Śmiać się warto, szczególnie jeśli jest z czego. A wątków „radosnych” nie brakuje. Pseudoduma, buta, tani patriotyzm, prymitywizm, przekupstwo, złodziejstwo, chciwość, głupota i w końcu bunt niezadowolonych to wszystko w tym serialu jest. Współczesność i rzeczywistość w historycznym kostiumie skrzeczy i doskwiera. Warto to zauważyć. Sarkazm i ironia uwierają, ale były i też są siłą sztuki. I to daje trzeci sezon serialu 1670.
Pośmiejmy się z siebie, dobrze nam to zrobi.
Alina Kietrys





