W lipcowy wieczór w Instytucie Polskim w Bratysławie miłośników muzyki poważnej oczarowała 14-letnia artystka, która brawurowo wykonywała utwory Bacha, Beethovena, Rachmaninowa czy Chopina. W drugiej części koncertu fortepian zamieniła na skrzypce i z zagrała Vivaldiego, Sarasatego, Brucha czy Beethovena. Czy możliwe, że ktoś gra tak samo dobrze na dwóch instrumentach i to w tak młodym wieku? O tym, ale i o codzienności nastolatki rozmawiałam z Amandą Zoyą Kierun i jej rodzicami.
WYWIAD MIESIĄCA
Co Cię przywiodło do Bratysławy?
Amanda Kierun: Podczas Międzynarodowego Forum Pianistycznego „Bieszczady bez granic“ otrzymałam Nagrodę Dyrektora Instytutu Polskiego w Bratysławie, czyli możliwość wystąpienia przed tutejszą publicznością, za co jestem bardzo wdzięczna. Bardzo mi się tu podoba i na pewno tu wrócę.
Jak Cię przyjęła bratysławska publiczność?
A.K.: Przyjęcie było ciepłe, a publiczność nie szczędziła oklasków. Bardzo dobrze mi się grało.
Występowałaś już w niejednym kraju: od Ameryki, przez Wielką Brytanię, Szwajcarię, po Francję. Co otwiera drzwi przed tak młodą osobą?
A.K.: Troszkę szczęścia chyba. Ale oczywiście wpłynęła na to też ciężka praca. Szczęście, owszem, pomaga, nie przeszkadza, ale ta ciężka praca jest konieczna, by się piąć wyżej.
Co się składa na sukces?
A.K.: Wszystko naraz. 70 procent to ciężka praca, 20 procent to talent, a 10 procent to szczęście. Może jeszcze charyzma i chęć rozwijania pasji.

Grasz świetnie na skrzypcach i na fortepianie. Który z tych instrumentów jest wiodący?
A.K.: Teoretycznie wiodące są skrzypce, ale w moim odczuciu oba instrumenty są równie ważne.
Czy trzeba będzie potem zrezygnować z któregoś z nich?
A.K.: To trudne pytanie. Nie chciałabym rezygnować z żadnego.
Da się tak dwutorowo rozwijać karierę?
A.K.: Wydaje mi się, że z odpowiednim zaangażowaniem da się prowadzić karierę na dwóch instrumentach.
Czy to prawda, że naukę gry na skrzypcach rozpoczęłaś już w wieku trzech lat?
A.K.: Tak, to była metoda Suzuki (stworzona w XX w. przez Shinichiego Suzukiego koncepcja edukacyjna, opierająca się na nauce gry na instrumencie poprzez słuchanie, naśladownictwo i naturalną zabawę, analogicznie do przyswajania języka ojczystego – przyp. od red.). Potem w wieku pięciu lat zaczęłam rozwijać karierę. Początki były śmieszne.
Jak Państwo – rodzice Amandy – odkryli, że mają tak utalentowane dziecko?
Nazik Sargsyan-Kierun: Jestem Ormianką, a u nas w Armenii muzyka jest życiem. Ja chodziłam do szkoły muzycznej, grałam na pianinie, śpiewałam w chórze i tańczyłam w balecie. Amanda odkryła muzykę, będąc jeszcze u mnie w brzuszku – chodziłam na koncerty, a ona się ruszała, gdy słyszała muzykę. Kiedy się urodziła, to wyciągała z szafek garnki i stukała w nie do rytmu. Taką zabawę sobie wymyśliła i w ten sposób tworzyła muzykę, grając na garnkach, talerzach, sztućcach. Później przedszkolanka mi powiedziała, że jeżeli nie zapiszę córki do szkoły muzycznej to zrobię jej ogromną krzywdę. Uwierzyłam jej.
Piotr Kierun: Dodam, że mamy zdjęcia z przedszkola, na których Amanda stoi ze zabawką skrzypiec i gra na nich! Ona już wtedy nam pokazała, co jest jej pasją. Nie chciała tych skrzypiec wypuścić z rąk. Inne dzieci nudziły się zabawkami, odkładały, brały nowe, a Amanda nie. Sygnałów, żeby podążać tą drogą, było mnóstwo.

Ile wysiłku kosztuje Państwa miłość córki do muzyki?
NSK: Nie jest to łatwe, całe nasze życie kręci się wokół Amandy. Nasza praca zawodowa jest tak zorganizowana, żeby móc być z Amandą. Jesteśmy dla niej – zawsze tak było i będzie. Może na nas liczyć. Nie jest łatwe być artystą. Jest to możliwe tylko przy odpowiednim wsparciu. Amanda je ma tak u nas, rodziców, jak i u dziadków. My jesteśmy jej aniołami – pomagamy jej, stoimy obok, zawozimy, gdzie trzeba. Jesteśmy szczęśliwi, że mamy taki skarb.
Córka ma 14 lat, więc niedługo może wejść w trudny okres dojrzewania, co wtedy?
PK: Już nastał ten okres. Na szczęście Amanda jest bardzo skupiona na muzyce i poświęca jej mnóstwo czasu, co zapewne było dzisiaj słychać i widać. Na szczęście jej hobby, które przeradza się w zawód, nie jest dla niej koniecznością, ale pasją. To powoduje, że ona się nie męczy, ćwicząc. Wiele dzieci odpada na etapie liceum, kończy przygodę z muzyką, ponieważ nie jest w stanie sprostać wyzwaniom, gdy do repertuaru zaczyna się wprowadzać coraz trudniejsze utwory. A Aamanda? Z nią jest inaczej, bo ona uwielbia trudne utwory. Utwór musi być trudny, bo jak jest za łatwy, to nie ma zabawy. Ona naprawdę poświęca wszystko muzyce, podczas gdy młodzież w jej wieku robi bardzo różne rzeczy.
Masz jeszcze inne zainteresowania oprócz muzyki? Jak wygląda życie młodej artystki?
A.K.: Oczywiście, mam też inne zainteresowania! Mój dziadek jest malarzem i ja też bardzo lubię malować. Lubię też śpiewać. Czasami chodzę na zajęcia taneczne z hip hopu. Mam bardzo fajne koleżanki, z którymi się spotykam. Nie można przecież tylko grać na instrumentach, trzeba między tym wszystkim odpowiednio balansować.

Ile czasu ćwiczysz?
A.K.: Zależy. W szkole spędzam bardzo dużo czasu. Najlepiej dla mnie, gdy mogę ćwiczyć dwie godziny na skrzypach i dwie na fortepianie. Ale to nie zawsze się udaje.
Podczas wakacji też?
A.K.: Tak, staram się wykorzystać czas, kiedy nie muszę chodzić do szkoły.
Występowała Pani w programie Katarzyny Stoparczyk, w którym dziennikarka oddawała głos dzieciom. Pociągają Panią media?
A.K.: Tak, jak najbardziej. Po wypadku pani Katarzyny Stoparczyk (dziennikarka zginęła w wypadku samochodowym we wrześniu 2025 r. – przyp. od red.), ta audycja trochę się zmieniła i teraz prowadzą ją dzieci. Wydaje mi się, że pani Kasia chciałaby tego. To bardzo fajne, że dzieci mają taką możliwość. Ja jeszcze audycji nie prowadzę, bo to zadanie dla trochę starszych, ale gdy jestem w studio, to udzielam się w rozmowach. Może będę prowadzić te rozmowy, jak będę starsza? Chętnie tam wracam. Lubię też być w telewizji, bo jestem osobą sceniczną i sprawia mi to bardzo dużą przyjemność.
O rany, jakie wady ma to dziecko? (śmiech). Amando, czy jesteś przywiązana do telefonu, jak Twoi rówieśnicy?
A.K.: W telefonie nie mam teraz żadnej aplikacji. Stwierdziłam, że nie są mi one potrzebne. Mam tylko takie, bym mogła się komunikować, dzwonić, robić zdjęcia.
Czy ktoś to Ci narzucił?
A.K.: Jakoś tak naturalnie wyszło. W pewnym momencie zaczęłam coraz mniej korzystać z różnych aplikacji, więc po co mi one. Ale do kina zdarza mi się wybrać – trzeba sobie czasami pozwolić na więcej. Jednak z umiarem.
Najbliższy cel, jeśli chodzi o karierę muzyczną?
A.K.: Cel jest taki, żeby dostać się kiedyś do Carnegie Hall. Teraz przede mną koncert na festiwalu muzycznym w Ełku.
Czy Konkurs Chopinowski to także Twoje marzenie?
To jest bardzo trudny konkurs. Na razie jeszcze potrzebuję trochę popracować, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wziąć udział w tym prestiżowym konkursie.
Małgorzata Wojcieszyńska
Zdjęcia: Stano Stehlik





