Co wy wiecie o Pardubicach i okolicach?

Zanim wyruszyłam z grupą słowackich dziennikarzy na press trip do Pardubic, zastanawiałam się, co właściwie wiem o tym czeskim mieście. Nigdy wcześniej nie miałam okazji go odwiedzić. Z czym mi się kojarzyło? Wyścigi konne – wiadomo! Niektórym słowackim kolegom – z przemysłem. Z czym jeszcze? Zapraszam na odkrywanie Pardubic i okolic w towarzystwie Aleny Horákovej, dyrektorki organizacji turystycznej „Czechy Wschodnie”.

Kompaktowe miasto

Pierwszy spacer po Pardubicach, które liczą około 93 tysiące mieszkańców, szybko pokazuje nam prawdziwą twarz miasta. – Pardubice są kompaktowe, wszędzie jest blisko i to jest niewątpliwym ich atutem – mówi pani Alena na głównym deptaku handlowym – na ulicy Třída Míru. Po drodze zwraca naszą uwagę na pomnik Jana Kašpara – czeskiego inżyniera, pioniera lotnictwa i pierwszego czeskiego pilota, który urodził się i dokonał swoich historycznych wzlotów właśnie w Pardubicach.

Teatr, który unosi do niebios

Dzień później mamy okazję „zapoznać się” z nim bliżej, bowiem wybieramy się na musical pod tytułem „Do nebes” (Do niebios) w reżyserii Radka Balaša. Przedstawienie jest wystawiane z sukcesem od 2023 roku w Teatrze Wschodnioczeskim. Sam miejski teatr to architektoniczna perełka pochodząca z początku XX wieku, zrealizowana w stylu secesyjnym. Miłym zaskoczeniem jest nie tylko gra aktorów – którzy przygotowali spektakl z ogromnym rozmachem, angażując w niego niemalże cały zespół – ale i reakcja publiczności, która zapełniła teatr po brzegi.

Widzowie nagradzają przedstawienie owacjami na stojąco, a na ich twarzach maluje się prawdziwa lokalna duma. Na końcu musicalu na scenie pojawia się samolot naturalnej wielkości, który wzbija się w górę – tym samym symbolizując sukces inżyniera Jana Kašpara. Warto tu wspomnieć, że publiczność Pardubic masowo głosuje na ten spektakl w corocznych plebiscytach popularności, dzięki czemu regularnie wygrywa on nagrody dla najlepszego przedstawienia sezonu.

 

Śladami mistrza czeskiego kubizmu

Spacerując deptakiem, Alena Horáková zwraca naszą uwagę na były luksusowy Hotel Grand z kinem, kawiarniami i salą balową. Obecnie jest to centrum handlowe, do którego zaglądamy, by podziwiać zachowane elementy zdobieniowe oraz oryginalne wykończenia. Budynek jest dziełem absolutnej ikony czeskiej architektury XX wieku – Josefa Gočára, czołowego przedstawiciela kubizmu, rondokubizmu oraz funkcjonalizmu.

My za kilka godzin dotrzemy do innej perełki architektonicznej tego twórcy – a mianowicie do monumentalnych, ceglanych Młynów Winternitza (Winternitzovy automatické mlýny) nad rzeką Chrudimką, które powstały w latach 1910–1911.

 

Młyny, które mielą kulturę

Architekt nadał budynkowi formę przypominającą monumentalny zamek z basztami i charakterystycznymi, dekoracyjnymi motywami z ciemnej i jasnej cegły. Co ciekawe, mąkę mielono tu przez ponad sto lat, aż do zakończenia działalności przemysłowej w 2013 roku. Dziesięć lat później, po ogromnej i niezwykle precyzyjnej rewitalizacji, obiekt narodził się na nowo jako tętniąca życiem dzielnica kulturalna. Główny gmach dawnego młyna stał się siedzibą Galerii Gočára (Gočárova galerie).

To miejsce naprawdę robi wrażenie! Znajduje się tu przestrzeń wystawiennicza, w której prezentowana jest czeska sztuka XX i XXI wieku. Unikalne, surowe, betonowo-ceglane wnętrza dawnych silosów i hal produkcyjnych zaadaptowano na nowoczesne sale wystawowe, pracownie edukacyjne oraz salę wielofunkcyjną.

Na każdym kroku czuje się tu architektoniczny rozmach. Kiedy docieramy na dach jednego z budynków, podziwiamy okolicę. Pani Alena zwraca naszą uwagę na przepiękny widok na Kunieticką Górę (Kunětická hora) – prawdziwy symbol regionu.

 

Półkoń, studzienki i ucieczka przed dżumą

Z ulicy Třída Míru, którą spacerowaliśmy, by poczuć atmosferę miasta, kierujemy się w stronę Rynku. Naszym celem jest tutejszy Zamek, do którego docieramy, przechodząc przez Zieloną Bramę z 60-metrową wieżą. To absolutny symbol miasta. – A to nasz herb: półkoń – zwraca uwagę nasza przewodniczka. Ten motyw będziemy jeszcze wielokrotnie widzieć na różnych zdobieniach w mieście, a nawet na… studzienkach kanalizacyjnych.

Mijamy piękny Rynek, który tutaj nosi nazwę Pernštýnské náměstí, z monumentalnym budynkiem Ratusza, urokliwymi kamienicami mieszczańskimi i Słupem Mariańskim z 1689 roku. Monument ten powstał z wdzięczności za to, że miasto uniknęło tragicznej epidemii dżumy.

 

Zamek pełen niespodzianek

Docieramy do Zamku, gdzie czeka już na nas jego dyrektor, który oprowadza grupę po remontowanym obiekcie. A w środku? Prawdziwe cuda, gdzie sprytnie połączono nowoczesność z tym, co historyczne i zachowane. Oglądamy wnętrza jeszcze w trakcie prac, w których wyniku powstaną przestrzenie na różnego rodzaju wydarzenia kulturalne i towarzyskie.

Wszystko to z poszanowaniem dawnych malowideł, kasetonowych stropów, zabytkowych drzwi i okien, zestawionych dla kontrastu na przykład z przeszklonymi schodami. Warto odwiedzić to miejsce po zakończeniu remontu, czyli prawdopodobnie w przyszłym roku.

 

Przetrwała 500 lat, bo… była za duża

Oprócz tych przygotowywanych dopiero atrakcji, już teraz dostępne są fascynujące wystawy. Możemy podziwiać tu przepiękną ekspozycję szkła czy podziemia kaplicy Trzech Króli, gdzie znajduje się wiekowa, drewniana skrzynia mierząca trzy i pół metra, pochodząca z około 1490–1500 roku. Przetrwała stulecia, bo… była za duża. Przez wieki nikt nie wiedział o jej istnieniu – odkryto ją na nowo dopiero w XIX wieku.

Przetrwała ponad 500 lat w nienaruszonym stanie na swoim pierwotnym miejscu z dwóch powodów: chronił ją specyficzny mikroklimat podziemi oraz fakt, że ze względu na ogromne gabaryty nie dało się jej wynieść przez wąskie i ciasne schody. Jak zatem się tam dostała? Prawdopodobnie skrzynię ustawiono na dole jeszcze zanim wzniesiono otaczające ją grube mury i ciasną klatkę schodową ze stromymi stopniami.

 

Zaskakujące krematorium i darmowy parking

Drugiego dnia press tripu zapoznajemy się z okolicą Pardubic. Wyjeżdżając z miasta, po drodze zatrzymujemy się przed unikatowym krematorium z 1923 roku, które wyróżnia się dużymi witrażami i geometrycznymi wzorami z elementami modernistycznymi. Niezwykły wygląd budynku sprawia, że przypomina on orientalną świątynię. – To tutaj w 1968 roku nakręcono słynny czeski film grozy „Palacz zwłok” – mówi pani Alena.

Jedziemy dalej, a po drodze nasza przewodniczka zwraca jeszcze uwagę na lotnisko. – To ewenement, bo parkowanie przed halą odlotów jest darmowe – informuje i chwali tutejsze możliwości komunikacyjne.

 

Chrudim: Miasto lalek, marionetek i wspomnień

Naszym kolejnym celem jest miasteczko Chrudim (około 23,5 tysiąca mieszkańców), oddalone około 11 kilometrów od Pardubic. Przyznam się, że nigdy o nim nie słyszałam. Okazuje się jednak, że miasto ma fascynującą historię, którą poznajemy podczas spaceru z przewodnikiem. Podziwiamy zachowane fragmenty średniowiecznych obwarowań z bastionami i malowniczymi ogrodami tarasowymi, z których roztacza się piękny widok na rzekę Chrudimkę.

Największą atrakcją jest tu bez wątpienia Muzeum Kultur Lalkarskich, mieszczące się w przepięknym, renesansowym Domu Mydlarza z charakterystyczną wieżyczką w kształcie minaretu. Z tej wieży podziwiamy widok na miasto, natomiast w samym muzeum – niesamowite lalki i kukiełki. Szczególnie moi słowaccy koledzy i koleżanki zachwycają się znanymi postaciami z bajek, na których wyrastali w czasach Czechosłowacji.

Muzeum robi na mnie duże wrażenie, mimo że większość tych dziecięcych bohaterów jest mi nieznana. A jednak czuję się, jakbym przeniosła się w czasie. Obiekt posiada gigantyczną kolekcję marionetek, kukiełek i teatrzyków z całego świata (w tym historyczne czeskie lalki wędrownych teatrów).

Co ciekawe, tradycja czeskiego i słowackiego lalkarstwa jest wpisana na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Aż szkoda, że muzeum w najbliższym czasie będzie zamknięte z powodu planowanej rekonstrukcji. Ponieważ jednak zostanie ono powiększone o sąsiadujący dom, należy mieć nadzieję, że kolejni goście zobaczą jeszcze lepsze ekspozycje.

 

Pudełko zapałek czy skarbnica historii?

– To muzeum zapałek? – pyta jeden z gości, kiedy wchodzimy do pięknego gmachu Regionalnego Muzeum w Chrudimiu. Oczywiście to tylko pierwsze skojarzenie, bowiem zaraz przy wejściu znajduje się ekspozycja, która stała się hitem jesiennego sezonu. Mowa o wystawie pod tytułem „Oheň v kapse” (Ogień w kieszeni), przygotowanej we współpracy m.in. z polskim Muzeum Filumenistycznym w Bystrzycy Kłodzkiej. Ekspozycja rzuca fascynujące światło na świat dawnego projektowania i propagandy.

W gmachu muzeum można podziwiać tysiące miniaturowych etykiet zapałczanych z całego świata, w tym unikatowe polskie pierwodruki z kolekcji Wojciecha Krzanowskiego, które po raz pierwszy pokazano za granicą. Organizatorzy przygotowali tu również strefę dla rodzin. Można tam układać specjalne, wielkoformatowe zapałczane łamigłówki czy pobawić się gigantycznym, przeskalowanym pudełkiem zapałek. Jest też coś tylko dla dorosłych (za specjalnym parawanem): pudełka zapałek, które zdobią zdjęcia roznegliżowanach pań i panów. Ekspozycja dostępna jest dla zwiedzających tylko do 22 listopada.

 

Secesyjny geniusz Alfonsa Muchy

Ale to nie wszystko! Udajemy się na pierwsze piętro muzeum, gdzie znajduje się jedna z najcenniejszych i najbardziej zaskakujących kolekcji secesyjnych plakatów na świecie. To nowa odsłona wystawy „Euforie ornamentu” – stała ekspozycja udostępniona w maju tego roku, poświęcona mistrzowi secesji, Alfonsowi Musze. Twórcy nowej aranżacji architektonicznej postawili na unikalną grę świateł, wyciszającą przestrzeń i głębokie, eleganckie tła, które pozwalają odwiedzającym w pełni skupić się na misternych detalach dzieł czeskiego mistrza.

Co ciekawe, chrudimskie muzeum weszło w posiadanie tej cennej kolekcji już w 1897 roku. Stało się to bezpośrednio po pierwszej, niezwykle udanej wystawie Alfonsa Muchy w Chrudimiu. Miejscowi wizjonerzy i mecenasi sztuki natychmiast dostrzegli geniusz artysty i zakupili jego prace.

Ekspozycja składa się z 42 oryginalnych litografii, co stanowi około jednej trzeciej całej twórczości plakatowej, jaką Mucha stworzył w ciągu swojego życia! Prezentowane plakaty powstały ponad 100 lat temu w Paryżu. Co najwspanialsze – nigdy nie wisiały na ulicach jako reklamy, lecz trafiły prosto z drukarni do teczek kolekcjonerskich. Dzięki temu, że przez minione stulecie były wystawiane zaledwie kilka razy i przechowywane w ciemności, ich kolory są nienaruszone, a jakość druku uznaje się za absolutnie najwyższą na świecie.

Podziwiamy tu pełen przekrój najsłynniejszych prac Muchy z jego paryskiego okresu: słynne plakaty teatralne stworzone dla legendarnej aktorki Sarah Bernhardt, dawne plakaty reklamowe i kalendarze (np. dla luksusowych marek alkoholi, papierosów, szampana, mleka w proszku czy czekolady), ale także plakaty przedstawiające kobiety i – co ciekawe – niektóre z nich mają… oczy Muchy! To 42 oryginalne pierwodruki plakatów Alfonsa Muchy.

 

Mniej urodziwa panna?

Podczas obiadu w chrudimskiej restauracji Tlustá kachna (w tłumaczeniu: Tłusta Kaczka), rekomendowanej przez Michelina, rozmawiamy z panią Aleną o tym, czy łatwo jest promować tutejszy region (Kraj Pardubicki), który graniczy z Krajem Hradeckim.

– Niestety nie. Na przykład nasi sąsiedzi z Hradca Králové mogą oprzeć swoją kampanię o znane i lubiane Karkonosze. My musimy się więcej napracować, by zainteresować turystów tak, by zechcieli poznać nasz region – przyznaje szefowa organizacji turystycznej z Pardubic. Dodaje z uśmiechem, że czasami odczuwa to tak, jakby miała do czynienia z mniej urodziwą panną, która musi się bardziej natrudzić, by zwrócić uwagę na swoje wdzięki.

Ja po dwóch dniach pobytu w tym regionie te wdzięki już w pełni doceniam. Dopytuję moją rozmówczynię o współpracę z sąsiadem – z Polską. Pani Alena natychmiast potwierdza, że jest ona bardzo intensywna. – Tydzień po waszej wizycie będziemy tu gościć polskich dziennikarzy, dla których mamy przygotowany program na koniach, by poznawali uroki agroturystyki – zdradza i dodaje, że… wszyscy w biurze organizacji turystycznej „Czechy Wschodnie” uczą się języka polskiego!

 

Slatiňany: czarne perły czeskich stadnin

Ostatniego dnia dziennikarskiej wyprawy czeka nas wyjazd do Slatiňan (około 4 tysiące mieszkańców), oddalonych 15 kilometrów od Pardubic, gdzie zwiedzamy przepiękny zamek. Pierwotnie renesansowy, później przebudowany w stylu neogotyckim, przez wieki należał do książęcego rodu Auerspergów. My poznajemy go od kuchni – i to dosłownie! – by potem przejść na salony i sypialnie, a także do ogrodów.

To absolutna perła turystyczna Czech Wschodnich, łącząca arystokratyczną historię z tradycją jeździecką o randze światowej. Tu bowiem znajduje się stadnina z unikalną rasą koni starokladrubskich (Starokladrubský kůň). Podczas gdy główna stadnina w Kladrubach nad Łabą słynie z hodowli koni maści siwej (białej), to właśnie stadnina w Slatiňanach odpowiada za hodowlę koni starokladrubskich maści karej (czarnej).

Te potężne, majestatyczne, czarne konie o charakterystycznym, garbonosym profilu wyglądają niezwykle widowiskowo. Wyróżniają się potężną budową ciała i dostojnym, ceremonialnym chodem. Nic więc dziwnego, że na takich koniach jeździ pardubicka policja miejska, a według najświeższych wieści – także policja w niektórych stanach USA. Krajina hodowli i tresury ceremonialnych koni powozowych w Kladrubach nad Łabą została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

 

Żydowskie dziedzictwo w Heřmanův Městec

Ostatnim naszym przystankiem jest Heřmanův Městec (5 tysięcy mieszkańców), położony około 10 km od Chrudimia. To jedno z najważniejszych miejsc na mapie dziedzictwa żydowskiego w Kraju Pardubickim. Miejscowa społeczność żydowska przez stulecia współtworzyła historię miasta, pozostawiając po sobie wyjątkowy kompleks zabytków, w tym wspaniałą synagogę oraz jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych cmentarzy żydowskich w Czechach. Oba te miejsca zwiedzamy.

Najpierw synagogę, która powstała w 1760 roku w stylu barokowym, a w 1870 roku została przebudowana w stylu neoromańskim. Do synagogi przylega budynek dawnej szkoły żydowskiej z 1862 roku i to właśnie przez niego można dostać się na piętro świątyni. Po renowacji ukończonej w 2001 roku cały kompleks służy celom kulturalnym – odbywają się tu koncerty, śluby oraz wystawy artystyczne. My mamy okazję podziwiać tu kolekcję aż 300 obrazów sztuki nowoczesnej.

Kawałek dalej znajduje się cmentarz z ponad tysiącem nagrobków. Najstarszy, czytelny macew pochodzi z 1647 roku! W czasach świetności (pod koniec XIX wieku) w mieście Heřmanův Městec mieszkało 721 osób wyznania mojżeszowego, co stanowiło aż 18% wszystkich mieszkańców. Ostatni pochówek na cmentarzu odbył się w maju 1940 roku. Tragiczny kres społeczności przyniosła okupacja hitlerowska, kiedy wszyscy żydowscy mieszkańcy zostali wywiezieni przez nazistów do getta w Terezínie, skąd trafili do obozów zagłady. Niemal nikt nie przeżył Holocaustu.

 

Pardubice: Dziewczyna pełna wdzięku i tajemnic

Dzielę się z panią Aleną moimi spostrzeżeniami po trzydniowym zwiedzaniu Pardubic i okolic. Ten region to wcale nie „mniej urodziwa panna”, ale dziewczyna pełna ukrytych wdzięków – może jest jeszcze trochę nieśmiała, ale przy odrobinie uwagi odwdzięczy się turystom wspaniałymi urokami.

Nie dziwi mnie już to, że pani Alena na początku naszej wycieczki, kiedy zapytałam ją o pewną rzecz, zareagowała trochę obruszona.

– Nikt nas o to nie pyta, my się tym nie chwalimy, bo i czym, skoro to przynosi śmierć – reagowała, gdy zapytałam ją o Semtex, czyli słynny materiał wybuchowy, który powstał właśnie w Pardubicach.

Małgorzata Wojcieszyńska, Pardubice – Chrudim – Slatiňany – Heřmanův Městec

Zdjęcia: Małgorzata Wojcieszyńska