Z wizytą w ambasadzie polskiej w Wiedniu…

czyli tam, gdzie króluje Sobieski

W cyklu, w którym prezentujemy polskie placówki dyplomatyczne i kulturalne poza granicami Polski, nie może zabraknąć ambasady tuż za miedzą, czyli w Wiedniu. Tym bardziej, że na jej czele stoi dobrze nam znany ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz, który w latach 2003-2007 pełnił funkcję ambasadora RP na Słowacji.

Polska ambasada w Wiedniu ma dobrą lokalizację, bowiem mieści się w dzielnicy Heitzing, tuż za pałacem Schönbrunn. Miałam okazję odwiedzić ją wcześniej z okazji różnych wydarzeń. Tym razem oprowadzał mnie po niej sam Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Austrii Zenon Kosiniak-Kamysz.

Przyozdobiony wieżami duży budynek robi wrażenie. Ogrodzenie zdobią polskie plakaty i oczywiście powiewająca polska flaga. „Witam w jednej z najpiękniejszych polskich ambasad, które mamy na świecie. Jeśli chodzi bowiem o klasyczne budynki, to wiedeńska ambasada może konkurować z paryską“ – mówi pan ambasador, stojąc u szczytu schodów, gdzie na tle flag: polskiej, austriackiej i unijnej zwykle wita gości.

Zaczyna opowiadać historię budynku, która sięga początku XX w. „Pałac zbudowano w najlepszym dla Wiednia okresie, kiedy to powstały tu najładniejsze architektonicznie budowle, zachowane w świetnym stanie do dziś. Jego początki sięgają połowy XIX w., kiedy wybudowano np. operę wiedeńską“ – opisuje.

Dzielnica Hietzing powstała stosunkowo późno. To teren tuż za letnią rezydencją cesarską, który wcześniej był zalesiony. Dopiero w XIX w. zamożni mieszkańcy cesarstwa zaczęli kupować tu parcele i budować wspaniałe pałace. „Ten budynek zaprojektowano w 1902 r., a rok później wybudowano. Tempo było imponujące!“ – opisuje obecny gospodarz, który dodaje, że początkowo pałac przechodził z rąk do rąk, aż został zakupiony przez barona von Gecmena-Waldka. „Tenże baron zamieszkał tu ze swoją rodziną, a później gospodarzem stał się jego zięć, który całość rozbudował“ – mówi.

 

Zakup pałacu

Przed wojną ambasada polska mieściła się niedaleko obecnej polskiej misji katolickiej na Rennwegu. Budynek ten niestety już nie istnieje, gdyż został zburzony w wyniku działań wojennych. Polska Ludowa w 1952 r. zdecydowała się na zakup pałacu od rodziny von Gecmen-Waldek. Był to okres, kiedy w Wiedniu istniały jeszcze strefy okupacyjne. Dlaczego zdecydowano się na ten zakup?

Mój rozmówca uważa, że ówczesnymi władzami Polski kierowała potrzeba posiadania okna na świat w miejscu, które cieszyło się dużym zainteresowaniem nie tylko dyplomacji, ale i różnego rodzaju służb. Drugim powodem, jak się domyśla, była przystępna cena nieruchomości, ponieważ ówcześni właściciele popadli w biedę. „Rodzina von Gecmen-Waldek posiadała fabryki, produkujące armaturę łazienkową i wyposażenie szpitali, ale znajdowały się one na terenie powojennej Czechosłowacji i zostały upaństwowione, w związku z czym dotychczasowi właściciele pałacu nie mieli możliwości utrzymania go“ – dzieli się swoją teorią ambasador.

 

Jan III Sobieski

Przystępujemy do zwiedzania pierwszego pomieszczenia. Tu uwagę zwraca piękny żyrandol, który to miejsce zdobi od samego początku istnienia pałacu. Natomiast wystrój i obrazy to już inwencja Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Na ścianie podziwiamy portret króla Jana III Sobieskiego. „Staramy się go eksponować w każdym miejscu, ponieważ nie doczekał się jeszcze pomnika w Wiedniu“ – dzieli się ambasador.

W pierwszym pomieszczeniu podziwiamy piękne mozaiki i przepastną bibliotekę, powstałe z inicjatywy przedostatnich właścicieli pałacu. Zaraz potem pan ambasador wskazuje kolejne pomieszczenie – swoje ulubione – przeznaczone na mniejsze konferencje, czasem obiady. Tę salę również zdobi obraz przedstawiający Jana III Sobieskiego. „Gościłem tu minister obrony Austrii Klaudię Tanner, zasiadaliśmy tu też razem z kolegami z Trójkąta Weimarskiego, a więc z ambasadorem Niemiec i Francji, gościliśmy też ministra Sikorskiego, który spotkał się tu na obiedzie z grupą intelektualistów“ – wymienia ambasador. Zwraca też uwagę na rzeźbę – pozostałość po wcześniejszym właścicielu, który ją zakupił na aukcji w Monachium, a która jest bardzo dobrze wkomponowana w to wnętrze.

 

Jan Kiepura

Przechodzimy też obok popiersia Jana Kiepury, będącego najnowszym nabytkiem ambasady, który został zaprezentowany na ubiegłorocznym przyjęciu z okazji 11 listopada. „Kiepura przed wojną śpiewał w operze wiedeńskiej, a po wojnie rząd polski podarował to popiersie operze i jakiś czas to tam było ono wystawiane“ – opisuje mój rozmówca. Później, przy zmianie wystroju, popiersie schowano w magazynach opery. „Dzięki zaangażowaniu Polonii, doszukującej się powiązań austriacko-polskich, udało mi się odzyskać to popiersie“ – cieszy się ambasador.

 

Imponująca sala bankietowa

Schodzimy po schodkach w dół. Ambasador zwraca jeszcze uwagę na kominki, znajdujące się w każdym pomieszczeniu, przy czym każdy z nich jest z innego kamienia. No i na kolejny portret Sobieskiego! Znajdujemy się w dużej, imponującej sali. „Tu i w przyległych salach odbywają się przyjęcia“ – mówi gospodarz i wskazuje na wielofunkcyjność pomieszczenia.

Znajdują się tu rzutnik i ekran, co oznacza, że sala może pełnić funkcje konferencyjne. Jest też fortepian i bardzo dobra akustyka, dlatego to właśnie tu odbywają się koncerty – ustawiane są tu wówczas pasujące do wystroju eleganckie krzesła dla 150 – 180 osób.  „Wiedeń to miasto muzyki, dlatego najlepszą promocję Polski robimy właśnie poprzez muzykę“ – zdradza Kosiniak-Kamysz, który dzieli się swoimi wspomnieniami z podróży po świecie. „Kiedyś, jakieś 30 lat temu, kiedy mówiłem, że jestem z Polski, za granicą chwalono polskich ogrodników czy sprzątaczki. Dziś z dumą mówię, że jestem z tego kraju, z którego przybywają do Wiednia najwspanialsi śpiewacy operowi“ – mówi z zadowoleniem i dodaje, że najlepszym produktem eksportowym jest Fryderyk Chopin.

W ambasadzie goszczono światowej sławy śpiewaków, jak na przykład basa-barytona Tomasza Koniecznego. W Wiedniu mieszka też Piotr Beczała, na którego występ do wiedeńskiej opery ambasador Kosiniak-Kamysz zaprosił w czasie polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej koleżanki i kolegów ambasadorów krajów UE.

 

Przy stole dla 38 osób

„Kiedy przybyłem do Wiednia, to pomieszczenie mnie szczególnie ucieszyło“ – zdradza ambasador, kiedy wchodzimy do olbrzymiej jadalni, na środku której stoi olbrzymi stół. To tu podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej raz w miesiącu podejmowano obiadami przedstawicieli krajów członkowskich i gości specjalnych, takich jak prezydent Austrii Alexander Van der Bellen czy minister federalna ds. europejskich i międzynarodowych Beate Meinl-Reisinger.

„Ten stół można rozciągnąć i wtedy swobodnie mieści się przy nim 38 osób, czyli dokładnie tyle, ile potrzebowaliśmy. Trochę się martwimy, jak to będzie po rozszerzeniu Unii“ – żartuje ambasador. Dopytuję jeszcze, jakimi przysmakami raczono gości. Okazuje się, że w dolnej części pałacu znajduje się nieduża kuchnia, gdzie dokonywano ostatnich przygotowań dań, które transportowano windą na górę.

Za menu odpowiedzialne były dwie renomowane polskie restauracje z Warszawy. „Takie spotkania to doskonały sposób na prezentację polskich przysmaków. Odważyliśmy się też i zaserwowaliśmy polskie wina!“ – wspomina ambasador. Okazuje się, że Polska ma się czym pochwalić również w tej dziedzinie, co docenili znawcy win, nie tylko austriaccy.

 

W ogrodach

Z dwóch reprezentacyjnych sal, które odwiedziliśmy, jest wyjście na taras i do ogrodu. I choć w dniu naszej wizyty pada deszcz, to i tak spacerujemy po ogrodzie, który jest przepiękny. O roślinność troszczy się tu zatrudniony ogrodnik. Przez ogród można dotrzeć do konsulatu, mieszczącego się w mniejszym budynku, do którego petenci mają dostęp z innej ulicy. Z kolei obok ambasady swoją siedzibę ma Stałe Przedstawicielstwo RP przy Biurze Narodów Zjednoczonych i Organizacjach Międzynarodowych w Wiedniu.

„Ich budynek jest trochę mniejszy, więc koledzy czasami korzystają z naszych większych pomieszczeń“ – mówi ambasador. Spacerując po ogrodzie, dopytuję, jak wyglądają przyjęcia w tym miejscu. Tu najczęściej odbywają się imprezy z okazji 3 Maja – wtedy wykorzystywane są także namioty, a ambasador wita gości z tarasu. Ogrody mieszczą ok. 400 gości. Ostatnio odbywało się tu Narodowe Czytanie. „Posiadanie takiego sporego ogrodu jest wartością dodaną i szereg ambasad nam tego zazdrości“ – mówi z zadowoleniem gospodarz.

 

30 pracowników

Pytam jeszcze, ile kondygnacji zajmuje ambasada. Okazuje się, że w tzw. przyziemiu znajduje się stary, niewielki basen, już niefunkcjonujący, i wspomniana wcześniej kuchnia. Nad piętrem, które właśnie zwiedziliśmy, mieści się część biurowa oraz gabinet ambasadora, a wyżej kilka pokoi biurowych, mieszkania służbowe, gdzie mieszka ochrona obiektu. W jednej z wież mieści się attachat wojskowy. W ambasadzie pracuje w sumie 30 osób.

Za złotymi drzwiami

Kiedy wydaje mi się, że zwiedziliśmy już wszystkie pomieszczenia na pierwszym piętrze, ambasador kieruje się w stronę dużych, złotych drzwi. „Wyglądają jak drzwi do skarbca“ – mówi z dumą. Okazuje się, że to była kaplica, a obecnie ustronne miejsce spotkań przy stoliku, na którym czekają na nas napoje. Tu wygodnie rozsiadamy się na kanapach, by porozmawiać i powspominać czasy misji ambasadora na Słowacji, wspólnych znajomych z szeregów Polonii i nie tylko.

Rozmawiamy też o podróżach i wielkiej pasji mojego rozmówcy – fotografowaniu ptaków. Pasja ta zawiodła go wraz z żoną w różne zakątki świata, ostatnio na Antarktydę! Znów wracamy do tematu króla Sobieskiego, którego imponujący pomnik stoi w Šturovie. Jak się okazuje to zasługa mojego rozmówcy, który podczas pełnienia misji dyplomatycznej na Słowacji zadbał o to, by w historycznym miejscu zwycięskiej bitwy pod Parkanami, którą stoczył Sobieski, stanął pokaźnej wielkości pomnik polskiego króla na koniu.

Pomnik odsłonięto już po zakończeniu misji Zenona Kosiniaka-Kamysza, który na uroczystość przybył już jako ówczesny wiceminister obrony narodowej RP. Widząc jego skuteczność i upór w dążeniu do celu, można przypuszczać, że dzięki jego zabiegom także w Wiedniu powstanie tak długo oczekiwany pomnik Sobieskiego. W końcu to najbardziej znany symbol, łączący Polskę z Austrią.

Małgorzata Wojcieszyńska, Wiedeń

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 10/2026