W listopadzie minie 15 lat, odkąd po raz pierwszy zamieszkałam na Słowacji. To połowa wieku, który osiągnął nasz tegoroczny jubilat „Monitor Polonijny”. I tyle dokładnie się znamy. Co ciekawe, gdy w 2011 r. przeprowadziłam się z Rumi do Nitry, nie miałam pojęcia o istnieniu słowackiej Polonii, jej strukturach w Nitrze i własnym czasopismie.
PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK
Traf jednak chciał, że w bloku z wielkiej płyty, w którym zamieszkałam jako świeża mężatka, piętro niżej od 40 lat mieszkała… pochodząca z Polski pani Janina. I to właśnie ona w ramach wsparcia świeżaka na Słowacji, którym niewątpliwie wtedy byłam, przyniosła mi kilka starych numerów, bym mogła poczytać o lokalnych Polakach.
Z perspektywy czasu wspominam to jako niezwykle ważne wydarzenie, bo był to taki bezinteresowny gest ze strony człowieka, który przeszedł już drogę, która przede mną dopiero się rysowała. A co zapamiętałam z samego czasopisma? Że wszystko było kompletnie mi nieznane i jeszcze mnie niedotyczące, a jednak niezwykle barwne i bogate.
Najbardziej jednak rzuciły mi się w oczy… literówki. Brzmi to wprawdzie zabawnie, ale moi przyjaciele doskonale wiedzą, że cierpię na przypadłość dostrzegania w tekstach błędów, podwójnych spacji, niepasujących czcionek i innych, co zresztą wykorzystuję dziś w mojej pracy zawodowej. I to właśnie te drobnostki po raz pierwszy sprawiły, że pomyślałam o nawiązaniu kontaktu z twórcami czasopisma.
Już wtedy, choć może jeszcze nie do końca świadomie, dostrzegłam niezaprzeczalną wartość wydawania przez Polaków tak zaangażowanego czasopisma na obczyźnie i chciałam to dzieło wesprzeć swoimi umiejętnościami. Mój brak odwagi i codzienne życie sprawiły jednak, że na ten kontakt z „Monitorem” musiałam jeszcze poczekać.
Nasza wspólna przygoda, trwająca do dziś, rozpoczęła się dokładnie osiem lat, dwie przeprowadzki między krajami i troje dzieci później. W tamtym czasie mieszkałam już cztery lata w Bratysławie, o Polonii wiedziałam dużo więcej niż za swoich nitrzańskich czasów, a moje najstarsze dziecko już od roku chodziło do lokalnej Szkoły Polskiej. I to właśnie macierzyństwo stało się iskrą, rozpaloną przez redaktor naczelną, gdy dorzuciła mnie do monitorowego kotła jako autorkę rubryki dla dzieci.
Po latach pisania przeróżnych treści wciąż postrzegam dzieci i młodzież jako najważniejszych odbiorców moich tekstów i działań. Cieszę się niezmiernie, że „Monitor Polonijny” idzie z duchem czasu, że jego łamy są otwarte dla ludzi młodych, że porusza tematy ich dotyczące i regularnie relacjonuje poczynania edukacyjne, podejmowane na Słowacji na rzecz młodej Polonii. Nasze polonijne czasopismo pięknie dojrzewa, pozostając wciąż młode duchem.
Z okazji jego tegorocznego jubileuszu życzę mu, żeby wychowało się na nim pokolenie, które przejmie kiedyś dziennikarską pałeczkę od jego dzisiejszych twórców. To będzie dla nas największa nagroda.
Natalia Konicz-Hamada
Zdjęcie: Marián Hamada







