Tańcząc z wiatrem w koszu pełnym ognia

Rzucanie markerem do celu z lecącego balonu, ucieczka przed „lisem” i szukanie niewidzialnych prądów powietrznych – sportowe baloniarstwo to coś znacznie więcej niż rekreacyjne loty. O tym, jak wygląda podniebna podróż, dlaczego w małym koszu bywa zaskakująco gorąco oraz jak Polacy i Słowacy walczą o medale w międzynarodowej lidze, rozmawiają Ania – która podniebny chrzest ma już za sobą – oraz jej trzynastoletni syn Benio.

 ROZMOWY NA TEMAT SPORTOWY 

Benio: Słyszałem, że w Wielkiej Łomnicy pod Tatrami w połowie września odbyły się międzynarodowe zawody balonowe – Slovak Balloon Cup 2026. Na tle gór startowało naraz ponad trzydzieści załóg. Czy załogi odpalają balony prosto ze szczytów, np. z Łomnicy?

Ania: O nie, start ze szczytów Tatr byłyby zbyt niebezpieczny! Wiatr bowiem jest tam zbyt nieprzewidywalny. Balony startują z kotliny, z ogromnej, płaskiej bazy o nazwie Rock Farm w Wielkiej Łomnicy. Choć zdarza się też, że w niektórych konkurencjach piloci sami szukają łąk oddalonych o kilka kilometrów, żeby wiatr zniósł ich precyzyjnie w stronę Tatr. To nie są wyścigi, tylko gra w szachy z naturą. Pilot musi być genialnym meteorologiem.

B: Jak on to robi, skoro nie ma kierownicy, a leci tam, gdzie wieje?

A: Na różnych wysokościach wiatr wieje w różne strony. Pilot wypuszcza najpierw mały balonik z helem i patrzy, jak ten leci. Potem, za pomocą palnika gazowego, podgrzewa powietrze, żeby wzbić się wyżej, albo przez specjalną klapę na szczycie balonu wypuszcza ciepłe powietrze, żeby opaść. W ten sposób łapie odpowiedni prąd powietrza i kieruje balon tam, gdzie chce.

B: A jak sędziowie sprawdzają, kto jest najlepszy? Są za to przyznawane medale?

A: Tak, to oficjalny sport lotniczy, zatwierdzony przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI). Piloci walczą o medale, puchary i nagrody finansowe. Co ciekawe, na świecie istnieje oficjalny ranking FAI, który działa dokładnie jak liga sportowa – przez cały rok zbiera się punkty na różnych zawodach, by wywalczyć miejsce w kadrze narodowej swojego kraju. A same konkurencje, zwane taskami, polegają na niebywałej precyzji. Sędziowie rozkładają na ziemi cele – wielkie materiałowe krzyże, piloci, śledzeni przez rejestratory GPS, muszą nadlecieć nad taki cel i rzucić specjalny woreczek z piaskiem i długą wstążką, tzw. marker, jak najbliżej samego środka.

B: A o co chodzi z tą ucieczką przed lisem?

A: To jedna z najbardziej widowiskowych konkurencji! Jeden balon, nazywany właśnie lisem, startuje jako pierwszy. Po jakimś czasie ląduje na losowej łące i rozkłada na ziemi duży cel. Reszta balonów, czyli tzw. ogary, leci jego śladem. Zadaniem pilotów jest tak manewrować wiatrem, aby dolecieć dokładnie w miejsce lądowania lisa i rzucić swój marker jak najbliżej celu. Tu liczy się czysta matematyka i refleks!

B: Mamo, ty leciałaś kiedyś balonem. Też tak celowaliście albo goniliście lisa?

A: Nie, mój lot był rekreacyjny. Balon był malutki, w koszu mieściły się trzy osoby razem z pilotem. Startowaliśmy z okolic Długołęki. Widok z lotu ptaka na całą okolicę był po prostu wspaniały. Wszystko wyglądało jak makieta z klocków. Cisza była niesamowita… dopóki pilot nie odpalał palnika.

B: Hałasował?

A: I to jak! Ryk tego ognia potrafił wystraszyć. Ale najbardziej zaskoczyło mnie coś innego – temperatura. Choć dzień był umiarkowanie ciepły, to w tak małym koszu, stojąc tuż pod potężnym palnikiem, odczuwalne gorąco było wręcz uderzające. Trzeba było uważać na głowę! Mimo tego hałasu i ciepła, to jedno z niezapomnianych moich wspomnień.

B: A dlaczego tegoroczne mistrzostwa świata odbędą się akurat w Polsce, w Krośnie?

A: Krosno na Podkarpaciu to legendarna stolica polskiego baloniarstwa. Od ponad ćwierć wieku organizowane są tam Górskie Zawody Balonowe, a tamtejsze lotnisko ma idealną infrastrukturę. Sędziowie i piloci kochają to miejsce, bo ukształtowanie terenu wokół Krosna tworzy niesamowite i trudne technicznie prądy powietrzne, co dla mistrzów świata jest genialnym wyzwaniem. W tym roku, między 18 a 25 września, Krosno zamieni się w lotnicze miasteczko. Zjedzie się ponad 120 załóg z całego świata, a niebo dosłownie utonie w kolorach. Oprócz lotów sportowych odbywają się tam nocne pokazy Night Glow, kiedy to balony są podświetlane palnikami w rytm muzyki.

B Podobno w baloniarstwie Polacy to mocarze. To prawda?

A: Tak. Nasza załoga – Mateusz Rękas i Jacek Bogdański – wygrała nawet legendarny Puchar Gordona Bennetta w lotach długodystansowych balonów gazowych, gdzie leci się bez lądowania przez kilka dni. Mamy też mistrzynię świata kobiet, Darię Dudkiewicz-Goławską, oraz świetne młode pokolenie pilotów, jak Denis Dawidziuk czy Tomasz Filus.

B: A Słowacy mają swoich mistrzów?

A: Oczywiście! Prawdziwym sercem słowackiego baloniarstwa są Koszyce. Tam od blisko 30 lat prężnie działa klub ADS Ballooning Košice, który organizuje słynną imprezę Tokaj Balloon Cup. Ich absolutną legendą jest Roman Serbinčík – wybitny pilot i instruktor, który z balonami zjeździł pięć kontynentów i wychował pokolenia słowackich lotników. To dzięki pasjonatom z Koszyc Słowacja gości teraz najlepszych pilotów świata pod Tatrami.

B: Koniecznie musimy wybrać się kiedyś pod Tatry albo do Krosna, aby zaobserwować, jak zdobywa się medale, tańcząc z wiatrem!

Ania i Benio Poradowie

MP 10/2026