Urocza jest to płyta. Niesłusznie zapomniana prawdziwa perełka. Dumna przedstawicielka złotej ery estradowej. Dziś byśmy powiedzieli, że to muzyka pop, choć słuchając współczesnego popu, nie moglibyśmy być dalej. Aż można by sobie zadać uprawnione pytanie, porównując te oba światy, co poszło nie tak?
CZUŁYM UCHEM
Zanim Krystyna Giżowska wylansowała swoje największe przeboje Nie było ciebie tyle lat, W drodze do Fontainebleau, czy Pamiętam ciebie z tamtych lat, systematycznie budowała swoją pozycję na deskach estradowych nie tylko całego kraju, ale również za granicą, zdobywając wiele nagród i wyróżnień. Zaczęła wcześnie, bo w wieku czternastu lat, występując jako solistka w Zespole Pieśni i Tańca „Transportowiec” w Koszalinie.
Później na kilka lat związała się z piosenką żołnierską, odnosząc sukcesy na popularnym w tamtym czasie festiwalu piosenki żołnierskiej. Ten rozdział dał jej też potrzebny warsztat, dzięki czemu stopniowo zamieniała pasję do muzyki w zawód. Przełomowe dla jej kariery było rozpoczęcie współpracy z big bandem, prowadzonym przez Ryszarda Balickiego i Ryszarda Poznakowskiego.
W ten sposób wybudowana silna pozycja w branży została przekuta w fonograficzny debiut, który od początku był traktowany jako poważna produkcja. Za Giżowską stały Polskie Nagrania i odpowiedni ludzie, dlatego wydany w 1980 r. album Jestem jak inne nie cierpi na typową dla tamtego okresu przypadłość “słabych jakościowo debiutów”, o czym często pisałem, ale wręcz przeciwnie – rozmachem, profesjonalizmem, warsztatem i jakością przyćmiewa większość dzisiejszych produkcji z górnej półki.
Kierownictwem muzycznym zajął się uznany kompozytor i aranżer Janusz Sławiński, którego kwartet smyczkowy i chór można usłyszeć na nagraniu. Oprócz nich na płycie pojawiły się Alibabki, ale największy wkład w brzmienie płyty zdecydowanie wnosi big band pod dyrekcją Gustava Broma, czyli czechosłowacka fabryka nagrań, zespół cieszący się ogromną międzynarodową renomą, nadworna kapela Karela Gotta i Heleny Vondráčkovej. Za muzykę i teksty odpowiedzialni są różni autorzy, ale największy wkład w warstwę muzyczną miał Janusz Sławiński, a w warstwę tekstową poetka Jadwiga Has.
Jestem jak inne pogodnie otwiera album. Od początku słychać, że mamy do czynienia z produkcją niezwykle staranną i dopracowaną, szczególnie zwraca uwagę bezbłędna interpretacja oraz intonacja Krystyny Giżowskiej, świetna aranżacja i gra big bandu, oraz treściwe teksty, istniejące w pełnej symbiozie z muzyką. Te trzy jakości cechują każdą jedną kompozycję na płycie, czego dowodzi drugi genialny utwór Gdy dzień dobry mówi pech.
Na płycie jest jedenaście piosenek, ograniczę się do wskazania tych najlepszych z najlepszych, bo słabych kompozycji tu zwyczajnie nie ma. Na pewno Pieśń o szczęściu wyczaruje uśmiech na niejednej twarzy. Z kolei Przyrzeczenia, obiecanki to tekściarski majstersztyk, zresztą nie jedyny na płycie. Chyba najbardziej energicznym momentem jest Dam sobie radę, kończące stronę A mocno rozpędzone funky ze świetną gitarową solóweczką.
Stronę B otwierają Moje złote lata, które brzmią jak nasze stare dobre Jablco, zresztą podobnie jak Luster szklane tajemnice. Oba utwory z powodzeniem mogłyby się znaleźć na kolejnej polonijnej płycie. Strona B jest bardziej stonowana, choć mamy tu jeden szczególny, króciutki utwór Ballada o zwyczajnym dniu, który na pewno niejednemu słuchaczowi do serca przypadnie. Płytę kończy nostalgiczna Ta jedna róża z przepysznie brzmiącym pianinem. Cóż mogę powiedzieć słowem podsumowania? Myślę, że nawet Elton John nie ma w swoim dorobku tak dobrego i równego wydawnictwa. Gorąco polecam!
Łukasz Cupał





