Niewątpliwie na ten film czekano z ogromnym zainteresowaniem. Pojawił się w Gdyni już po prapremierowym pokazie na festiwalu filmowym w Toronto i pierwszych recenzjach. Jego polska premiera otworzyła 51. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych.
KINO OKO
Toronto International Film Festival jest jednym z najważniejszym światowych festiwali, na którym pokazywane są premiery filmowe. Odbywa się on na początku września. „Dziki, dziki Wschód” w reżyserii Jana Holoubka, na podstawie scenariusza Aleksandry Takuskiej, właśnie tam zaistniał i od razu zauważono, że jest to film wielogatunkowy. Określono go mianem „kina historycznego”, „westernu wojennego”, „kryminału, który zgrabnie bawi się konwencjami”, a w Polsce dorzucono jeszcze do tego identyfikację: „dramat wojenny i kino noir”.
Film w reżyserii Jana Holoubka nie po raz pierwszy otwierał gdyńskie święto polskiego filmu. Trzy lata temu inaugurował festiwal „Doppelgänger. Sobowtór”. Reżyser nie ukrywał radości, że otwarcie tegorocznego festiwalu to docenienie twórczego wysiłku całej ekipy, która pracowała przy realizacji „Dziki, dziki Wschód”. Zdjęcia – dzieło Bartłomieja Kaczmarka – bardzo precyzyjnie kadrowane, skupiające uwagę widza zarówno na szerokim planie, jaki i na detalu, tworzą ważny klimat tej opowieści.
Akcja filmu rozpoczyna się w styczniu 1943 r. w Małym Zalesiu, miasteczku na północno-wschodnim krańcu okupowanej przez Niemców Polski, w którym przed wybuchem II wojny światowej mieszkali tak Polacy, jak i Żydzi. To tu przybywa tajemniczy wysłannik z Berlina Martin Wolff (w tej roli świetny Itay Tiran, mało znany w Polsce aktor, ale warto na niego zwrócić uwagę). Niemiecki urzędnik ma rzekomo wyjaśnić tajemnicę zniknięcia prawnika Jana Kowalskiego, który posiadał duży majątek, bo – jak szeptano – zgromadził sporo żydowskiego złota.
W dawnym domu mecenasa rządzący w Małym Zalesiu Kaim (gra go niezwykle wyraziście Robert Więckiewicz) ulokował już liczną chłopską rodzinę (gospodarza gra Piotr Trojan, jego żoną Joanna Kulig), która sprawi niezłe zamieszanie w akcji filmu. Misja Wolffa budzi niepokój szczególnie przemytników alkoholu i lokalnych zakapiorów, ale również angażuje niemieckich oprawców. Nazistowski kapitana Kurt (w tej roli Jan Bülow), równie chętnie gra w tenisa w dawnej zabytkowej synagodze, co prześladuje obywateli Małego Zalesia. Domysły i podejrzenia zagęszczają atmosferę, wpływając na reakcje i doraźne zachowania mieszkańców.
Obsada to znaczący walor tego filmu, bowiem wszyscy aktorzy tworzą nieprzeciętnych bohaterów. Liczą się zarówno role pierwszoplanowe, jak i epizody. Magdalena Różczka gra przejmująco rolę żony Kaima i matki, czekającej niecierpliwie na wiadomość, czy jej syn, który trafił do hitlerowskiego obozu, jeszcze żyje. Narasta atmosfera zagrożenia, pojawiają się niebezpieczne spekulacje. Walkę o przetrwanie i majątek toczą nie tylko Polacy, Żydzi i Niemcy, ale niespodziewanie także Ukrainiec, który chce historycznej sprawiedliwości dla swojego kraju.
Reżyser tak rozbudował swoją opowieść, że niektóre wątki gubią się w szerokim pejzażu pomysłów i przedstawianych równolegle wydarzeniach. Niewątpliwie ten film ogląda się z narastającym niepokojem, ale i fascynacją, choć niektóre nadmiernie celebrowane sceny można by zapewne nieco skrócić. Dla mnie finał najnowszego filmu Jana Holoubka „Dziki, dziki Wschód” jest tak przejmujący i bolesny, że oglądałam go ze ściśniętym sercem.
Groza, bestialstwo i potworność zbrodni w obozie koncentracyjnym stapiają się w przerażonych oczach rzekomego Martina Wolfa w jedno wielkie bezczłowieczeństwo. Wciąga to widza w otchłań okrutną i właściwie bez wyjście. Nie bez powodu w wystąpieniu reżysera, poprzedzającym projekcję filmu, znalazły się takie zdania: „Trzeba cały czas przypominać, do czego prowadzi nacjonalizm, nienawiść, ksenofobia. (…) Europejczycy chyba zapomnieli lekcji, jaką dała nam II wojna światowa, strasznej lekcji”.
Premierę kinową filmu „Dziki, dziki Wschód” zapowiedziano na styczeń 2027 r.
Alina Kietrys
MP 11/2026





