Czasami wydaje się nam, że nie rozumiemy otaczającego świata. Niektóre rzeczy są już jakby nie dla nas lub odbieramy je jedynie pośrednio; nie są zbyt obecne w naszym życiu. Wielu dorosłych odczuwa to w odniesieniu do technologii cyfrowych i problemów, które mogą one powodować w życiu (zwłaszcza) dzieci. Wiem coś o tym, bowiem sam mierzę się z tym tematem w życiu zawodowym, a dzięki rodzinie, także w tym osobistym.
BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI
W przypadku nowej książki Nataszy Sochy już sam tytuł zdradza, co wzięła na tapet autorka – „Hejterka. Historia pewnej nienawiści”. Pisarka bardzo szybko odsłania karty: nie będzie się z niczym cackać. Słowo hejt może wydawać się nam nieco zużyte czy spowszedniałe, za co, jak sądzę, odpowiadają szczególnie politycy i inne osoby publiczne, ale rzeczywistość, która się za nim kryje, jest w życiu dzieci niezwykle brutalna. A Socha podkreśla to wszystko słowem nienawiść, dla którego nie ma okoliczności łagodzących. To słowo niezwykle przytłaczające, niepokojące. I słusznie.

Głównymi bohaterkami powieści są Helena i Anka. Ogień i woda. Helena to utalentowana dziewczyna z zupełnie zwyczajnej rodziny, w której ludzie rozmawiają ze sobą i lubią zjeść wspólnie posiłek. Anka dorasta bez ojca, z ciągle zabieganą matką, która ledwo znajduje czas, by zagłębić się w życie dorastającego dziecka. Obie dziewczyny mają po 16 lat, są koleżankami z klasy. Co leży u źródeł tej historii? Zazdrość Anki na widok normalnego funkcjonowania rodziny Heleny? Czy może pewien brak, który odczuwa, patrząc na własną? A może pragnienie stania się centrum grupy rówieśniczej?
Tak czy inaczej wokół Helenki rozkręca się spirala nienawiści. Zaczyna się od anonimowych komentarzy, krytykujących jej rysunki, opublikowane w mediach społecznościowych. Następne są plotki o jej relacji z nauczycielem plastyki i kpiny z normalności jej rodziny. Próba znalezienia przez rodziców rozwiązania zostaje uznana za kablowanie i staje się przyczyną jeszcze głębszego wykluczenia. W końcu Helenka sama zadaje sobie pytania: „Może coś jest ze mną nie tak? Może ja sama ich odpycham albo w jakiś sposób prowokuję?”.
Nie chcę zdradzać puenty tej historii, napiszę więc tylko tyle, że autorka nie wybrała łatwej drogi słodkiego happy endu. Wartościowym uzupełnieniem całej książki jest kilka prawdziwych historii zamieszczonych na jej końcu, które pokazują, jak rozwijały się podobne przypadki.
Dla mnie niezwykle cenne jest przedstawienie istotnej roli rodziców i otoczenia. Uważność na problemy ludzi wokół nas jest ważna. Helenka miała starszą sąsiadkę, która zaprosiła ją na herbatę i opowiedziała jej historię ze swojej młodości, dzięki której mogła wiele zrozumieć. Przede wszystkim jednak miała rodziców, którzy z nią rozmawiali i dla których problemy w przestrzeni internetowej nie były czymś, na co można po prostu machnąć ręką.
Niełatwo to zrozumieć i okazać empatię osobie dotkniętej hejtem. Autorka wyraża to w następujący sposób: „…dorośli nie rozumieli, że hejt to nie tylko słowa. To cała sieć spojrzeń, gestów, półszeptów, które tworzą gryzącą jak dym atmosferę. Jak miała to [Helenka] opisać komuś, kto patrzył na sprawy praktycznie, szukając logicznych rozwiązań?”.
Właśnie takie pytania zadaje nam w swojej książce Natasza Socha. Dzięki opisom wewnętrznych przeżyć obu dziewcząt możemy przyjrzeć się, jak może przebiegać proces myślenia w głowie młodego człowieka i co może nim kierować. Pytania, których „Hejterka” zawiera aż nadto, stanowią swoiste lustro też dla nas samych.
W końcu może nam się wydawać, że to wszystko jest naciągane, że taki scenariusz to fikcja, która nigdy nie mogłoby się przydarzyć ani nam, ani naszym bliskim. Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Każdy z nas ma w sobie jakieś czułe punkty, stanowiące bramę, przez którą może dotknąć nas hejt. Życzę wszystkim, by w takiej chwili mieli przy sobie uważnych bliskich, bo najważniejsze, by mieć ich wsparcie.
Marián Hamada
MP 5/2026





