O mentalności Polaków, Słowaków i Czechów z perspektywy turysty

O wyższości kminku nad koperkiem lub odwrotnie, o padających z głodu Czechach i Słowakach, którzy nie rozumieją, dlaczego w Polsce obiad serwowany jest późnym popołudniem, o różnicach w mentalności, zaskoczeniach kulinarnych i nie tylko – o tym wszystkim rozmawiałam z Pavlem Trojanem, rodowitym Czechem, który stoi na czele Polskiej Organizacji Turystycznej na Czechy i Słowację i zauważa rosnące zainteresowanie Polską.

 WYWIAD MIESIĄCA 

 

Zainteresowanie podróżami do Polski rośnie? Mamy coraz więcej połączeń lotniczych między Polską a Słowacją.

Tak, już w zeszłym roku zanotowaliśmy duże zainteresowanie Gdańskiem, do którego latały z Bratysławy samoloty trzy razy w tygodniu. Obecnie latają cztery razy tygodniowo. Poza tym w grudniu uruchomiono także loty na linii Poprad – Gdańsk, a pod koniec marca na trasie Bratysława – Warszawa. Jest to nawet 12 lotów w tygodniu! Aktualne jet też połączenie Koszyce – Warszawa.

 

Utrzymają się te połączenia? Na przestrzeni lat powstawały takie połączenia, a potem przewoźnicy je likwidowali.

Według mnie  się utrzymają. Taki ruch zależy od dobrze działającego biznesu między dwoma krajami, który obecnie dobrze się rozwija. My w Pradze narzekamy, że nie mamy taniego połączenia lotniczego do Warszawy.

 

Ale za to macie połącznie kolejowe Baltic express!

To prawda, mamy sporo możliwości, jak się dostać do Polski. To kwestia ostatnich dwóch, trzech lat, kiedy połącznia między Czechami a Polską tak bardzo się rozwinęły. Ale Wy na Słowacji macie w tym momencie połączenie z Polską z trzech lotnisk, a my tylko z dwóch. To ma olbrzymie znaczenie, bo Tatry nawet w XXI w. są naturalną barierą. Mało kto jeździ z Popradu do Warszawy samochodem, ponieważ nie ma autostrady, nie ma tunelu. Taka podróż trwa strasznie długo. My takiego problemu nie mamy, bo w Czechach jest inaczej – można bardzo szybko pomknąć do Polski, korzystając z dwóch autostrad. I dlatego właśnie tak ważne są dla Słowaków loty, bo przecież pociągi bez przesiadek też nie kursują, oprócz dwóch przygranicznych linii sezonowych. Te loty ratują sytuację i dają zupełnie nowe możliwości.

 

Czyli największym utrudnieniem w rozwoju ruchu turystycznego między Polską a Słowacją jest komunikacja w ruchu naziemnym? A może coś jeszcze stoi na przeszkodzie?

Tylko komunikacja. Ale jest nadzieja, bo trasa z Koszyc na południe i z Preszowa na północ, czyli Via Carpatia, jest w budowie i za parę lat z Litwy będzie można dojechać do Rumunii. To będzie bardzo ważna droga także dla wschodu Słowacji. Jednakże wątpię, żeby za naszego życia pojawił się jakiś tunel, który skróci drogę przez Tatry.

 

Jakimi turystami są Słowacy?

Słowacy nadal wybierają przede wszystkim kierunki na południe Europy, ale to się zmienia, podobnie jak w Czechach. Tam jeszcze parę lat temu, nawet z Pragi, z której mamy 2 godziny jazdy samochodem do Polski, częściej wybierano kierunki na południe – do Austrii, Włoch, Chorwacji. Obecnie Czesi bardzo chętnie jeżdżą do Polski – statystyki za rok 2025 pokazują niecałe pół miliona Czechów z minimum jednym noclegiem hotelowego typu w Polsce, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2022 r. Ten wzrost jest naprawdę niesamowity, a nie liczymy jednodniowych turystów, których w ciągu roku jest nawet parę milionów. U Słowaków także widać wzrost – w 2022 r. jedną lub więcej nocy w polskich hotelach spędziło prawie 119 tysięcy Słowaków, w 2025 r. to było o 60 tysięcy turystów ze Słowacji więcej.

 

Co najbardziej interesuje Słowaków w Gdańsku?

Dla przeciętnego Czecha czy Słowaka już samo przebywanie nad morzem jest interesujące. Wcale to nie musi być latem. Dla miłośników natury i sportu samo spacerowanie po plaży jest ciekawą aktywnością, mają ruch, romantyczne widoki i kulinarne przeżycie, gdy wybiorą się na rybkę do smażalni. Nie tylko morze jest dla nich interesujące, ale wszystko to, co oferuje Trójmiasto.

 

Czyli wiedza i kultura?

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku należy do najlepszych w Europie. To bardzo nowoczesne, interaktywne muzeum w stylu muzeów, jakie widziałem w Nowym Jorku. Sprawdziłem to z moim synem, który ma 13 lat. Spędziliśmy tam ponad trzy godziny! Tak go wciągnęło zwiedzanie.

Od kilku miesięcy jest też dostępna czeska wersja przewodnika na słuchawki. Spacerowanie przez kilka godzin po muzeum i słuchanie wykładu po angielsku nie zawsze jest komfortowe, więc czeski język jest z pewnością lepszym rozwiązaniem, także dla Słowaków.

 

W Czechach takich muzeów nie ma?

Nie ma i nic nie wskazuje na to, że to się szybko zmieni. Ja tu zauważam coś innego, co obserwuję w życiu codziennym w Polsce, a mianowicie to, że ludzie, instytucje czy politycy są w stanie bić się o to, by coś było pierwszej klasy. Mowa przede wszystkim o architekturze współczesnej, która jest publiczna. W Czechach i na Słowacji mamy sporo architektury nowoczesnej, która nie jest publiczna – należy przede wszystkim do firm. A w Polsce to są dworce, muzea, sale koncertowe, filharmonie, sale spotkań.

 

Masz na myśli to, że Polacy starają się, by to, co robią, było top of the top?

Dokładnie tak! Myślę, że pierwszymi takimi przykładami były Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Polin. Muzeum Powstania ma fantastyczne wnętrza, ale muzeum Polin czy Muzeum II Wojny Światowej mają na tyle interesującą architekturę, że i ona przyciąga. To jest chyba to, czego nie ma w Czechach i na Słowacji.

 

Słowacy ostatnio chwalą Polskę, że dobrze gospodaruje środkami z Unii Europejskiej, więc efekty tego są takie, jak opisałeś.

Ja się z tym zgadzam, ale trzeba też powiedzieć, że Polska zrobiła duży skok. Wychodziła z niższego poziomu niż Czechosłowacja, której infrastruktura była wcześniej na wyższym poziomie. Ale to było w latach 90., czyli 30 lat temu. Od tamtego czasu trochę przysnęliśmy.

 

Czym to tłumaczysz?

Mentalnością. To, że ktoś przychodzi do Czechów z pieniędzmi z Unii Europejskiej, wcale nie oznacza, że Czesi będą pracowali w piątek po południu, by te pieniądze dobrze wykorzystać. Mentalność polska jest zupełnie inna – jeżeli ktoś daje jedną trzecią czy połowę środków całego projektu, to nie można powiedzieć „nie“. To jest inna mentalność. Z tego powodu Czesi i Słowacy przecierają oczy ze zdumienia, podziwiając, jak wyglądają choćby lotniska w dużych i mniejszych polskich miastach, które są dobrze skomunikowane – do większości dojeżdżają pociągi. W Pradze od 35 lat o tym mówimy, a pociąg nadal nie kursuje na lotnisko. W Polsce wszystkie miasta, małe czy duże, taką komunikację mają: Rzeszów, Gdańsk, Katowice czy też Kraków.

Opisując mentalność Czechów czy Słowaków, którzy wolą odpoczywać podczas weekendu niż zasuwać, miałeś na myśli to, że są leniwi?

Absolutnie nie. Polska też się zmienia. Kiedyś, w latach 90., każdy Polak miał dwie prace, a o wolnych weekendach mógł pomarzyć. To nie było zdrowe, ale widocznie tak musiało być. Efekty tego widzimy teraz. Ale ja bym nigdy nie powiedział, że po stronie czeskiej jest gorzej czy lepiej – to jest po prostu inna mentalność, która się ukształtowała w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. To były weekendowe ucieczki od socjalistycznej rzeczywistości. Weekend był azylem i dlatego pozostał święty. Kiedy koledzy z Polski zapraszają nas z dziennikarzami na przykład w niedzielę, muszę im tłumaczyć, że z tym może być problem, bo czescy i słowaccy dziennikarze nie zgodzą się na zarywanie niedzieli. To jest ich święty dzień. Czasami się zdarza, że taki wyjazd wyjdzie, ale większość woli takie spotkania od poniedziałku do piątku.

 

Czyli Słowacy i Czesi żyją zdrowiej? O tym świadczy też przerwa obiadowa w południe, prawda?

To jest temat! Jak wysyłam dziennikarzy do Polski, to muszę uprzedzić naszych partnerów i pięć razy im to podkreślić, że dziennikarze nie mogą jeść obiadu o 15 godzinie, bo umrą z głodu. Sporo restauracji w Polsce jest czynnych od 14., a nam dziennikarze padają, bo naprawdę są przyzwyczajeni do obiadów w południe, a nawet wcześniej. Ta przerwa obiadowa nie musi być długa – prawo czeskie pozwala na 30 minut przerwy. Ja mówię hotelarzom w Polsce, żeby się ogarnęli, bo obsługując Słowaków i Czechów, zarobią dwa razy: za obiad i za kolację.

 

Pracując z Polakami już się przyzwyczaiłeś do spożywania obiadów późnym popołudniem?

Nie. Kiedyś pracowałem w Instytucie Polskim w Pradze, gdzie połowa pracowników to byli Czesi. My wychodziliśmy w południe na przerwę obiadową, Polacy zostawali w pracy z kanapką. Efekt był taki, że ok. godziny 15. Czesi zasypiali, a Polacy byli zdenerwowani z głodu, więc nie wiem, co jest lepsze (śmiech).

 

Czy dzięki odwiedzinom w Polsce upada mit, dotyczący rzekomo niesmacznego i niezdrowego polskiego jedzenia, który kilka lat temu panował i w Czechach, i na Słowacji?

Absolutnie! Wyobraź sobie, że byłem podczas długiego weekendu w Szklarskiej Porębie. Z Pragi to tylko dwie godziny jazdy. Przed apartamentami, gdzie byłem zakwaterowany, parkowało bardzo dużo samochodów z Liberca, który oddalony jest od Szklarskiej zaledwie 50 kilometrów. Zastanawiałem się, dlaczego ci czescy turyści nie zdecydowali się na jednodniową wycieczkę? Doszedłem do wniosku, że tu nie chodzi tylko o wycieczki w góry, ale o usługi. Czesi zaczynają przyjeżdżać do Polski po to, by zjeść fantastyczne śniadanie, których nie uświadczą w czeskich hotelach. Korzystają z usług różnego typu, jak spa i wellnes. To jest nowy fenomen, którym zachwycają się Czesi. Słowacy dopiero powolutku zaczynają to odkrywać.

 

Polskie śniadania podbijają serca Czechów, a te słowackie? Dziś nocowałeś w bratysławskim hotelu. Jakie było śniadanie?

Zupełnie takie, jak w Czechach. Hotel czterogwiazdkowy, a śniadanie przeciętne. W Polsce w hotelu czterogwiazdkowym śniadanie wygląda zupełnie inaczej. Podstawowa różnica między menu Słowaków, Czechów a Polaków to obecność ryb, których w Polsce spożywa się dużo więcej. Po drugie wszelkiego rodzaju zielenina. W bratysławskim czy w czeskim hotelu to tylko ogóreczek i papryka, a w Polsce wszystko, co ogródek dał! No i różne gatunki serów, wędliny domowe! W Czechach i na Słowacji tego nie ma.

 

Ale za to Słowacy mają sałatkę treskę, czyli z dorsza. Lubisz?

Nie znam.

 

To słowacki specjał, który powstał jakieś 70 lat temu, w czasach komuny, by Słowacy konsumowali więcej ryb. Sałatka bardzo przypadła do gustu Słowakom. To gotowany dorsz z warzywami w majonezie o kwaskowym smaku.

O! Nie słyszałem o tym. Chętnie spróbuję.

 

Jak się porozumiewają Słowacy w Polsce?

Młodsi po angielsku, ale generacja 40, 50 plus po słowacko-czesko-polsku. To są trzy języki z grupy języków słowiańskich, które pozwalają na porozumienie. To bardzo ważne, bo generacja mojej mamy, czyli 70 plus, nie jest zachwycona podróżami np.  do Niemiec czy Austrii, ponieważ nie znając języków nie potrafi tam zamówić obiadu. I to właśnie ci ludzie zaczynają coraz częściej wyjeżdżać do Polski. Mogą się dogadać na recepcji, w kawiarni. To niebanalna rzecz dla wszystkich turystów z naszych krajów,

 

Jakimi turystami są Słowacy?

Aktywnymi. Oni chcą dużo zobaczyć, odwiedzają muzea. Namawiamy polskie muzea, by przygotowywały prezentacje w języku słowackim lub czeskim. Ci turyści nie mają czasu siedzieć na rynku i sączyć piwo. Jak wchodzą do restauracji, to im nie chodzi o ucztę. Z Polakami jest inaczej. Widziałem reakcje polskich turystów w praskich restauracjach, gdy im się powiedziało, że dana oferta to coś ekstra, ale dla sześciu osób, to nawet jeśli było ich troje, to i tak chcieli jej spróbować. Nawet gdyby mieli wszystkiego nie zjeść. Nie raz byłem świadkiem takich sytuacji. Taką naturę mają Polacy. My Czesi nie zostawiamy nic na talerzach. Jesteśmy inni. Bez wstydu mogę zadeklarować – w swoim imieniu – że prawie każdy Czech ma w sobie malutkiego germańskiego krasnala (śmiech).

 

Masz na myśli oszczędność?

Nie, racjonalność. Myślę, że Polacy takiego psychologicznego Niemca w sobie nie mają, może z wyjątkiem Poznaniaków, którzy sami o sobie w ten sposób dowcipkują. No i jeszcze, porównując nas, muszę wspomnieć o wojnie kulinarnej: kminek kontra koperek.

 

Znam to.

Czescy i słowaccy dziennikarze zwracają mi uwagę – czasami żartobliwie, czasami mniej żartobliwie – gdy po raz drugi tego samego dnia, choć w innej restauracji, dostają danie z koperkiem.

 

Nie lubią?

Nie są przyzwyczajeni.

 

A Ty jesteś team kminek czy koperek?

Kminek. Owszem, koperek mi nie przeszkadza, ale jakbym miał zjeść tyle samo koperku co kminku, to bym nie dał rady. Potrafisz sobie wyobrazić kaczkę z koperkiem? (śmiech).

 

Nie. A Ty ziemniaki bez koperku?

Mogę sobie wyobrazić (śmiech)

 

Albo serek wiejski?

No dobra, niech będzie serek wiejski z koperkiem (śmiech).

 

Jak w ocenie ekspertów od piwa wypadają te polskie?

Są coraz lepsze, a ja coraz bardziej doceniam w Polsce także duży wybór piw bezalkoholowych.

 

Jak reagują turyści z Czech czy Słowacji na piwo z sokiem?

Nie rozumieją, o co chodzi. Jeszcze do tego ze słomką! To profanacja! W ostatnich latach Polacy nauczyli się, żeby czegoś takiego nie serwować Czechom. No i nawet potrafią robić piankę na piwie!

 

Jakie są reakcje na grzane piwo?

Na jarmarkach bożonarodzeniowych Czesi uczą się pić grzane piwo. Najpierw mówili, że to jest ohydne, ale teraz widzę, że pojawia się pewna otwartość. Przyjmują zasadę: gdy jesteśmy w Polsce, to jemy i pijemy po polsku, stąd nawet próby polubienia grzanego piwa. Niektórzy muszą przekonać sami siebie, że to nie jest piwo, ale jakiś gorący napój (śmiech).

 

Jesteś reprezentantem Polskiej Organizacji Turystycznej w Czechach i na Słowacji. Da się bezproblemowo obsługiwać dwa kraje?

Przedstawicieli Polskich Organizacji Turystycznych jest 15 w różnych krajach. Część z tych placówek zajmuje się więcej niż tylko jednym krajem. Na przykład pod Austrią jest Szwajcaria, pod Belgią jest Beneluks, a Stany Zjednoczone zajmują się też Kanadą. Myślę, że w przypadku Czech i Słowacji to połączenie jest naturalne. Sporo dziennikarzy słowackich jeździ z nami w mieszanych grupach do Polski.  Najważniejsze jest, by oni Polskę zobaczyli i ją opisali.

 

Kto Ci pomaga na Słowacji? Jest jakaś znana osoba, która jest twarzą Polski na Słowacji?

Jest kilku Polaków, którzy w Czechach są w pewien sposób znanymi ambasadorami Polski, np. Ewa Farna czy ksiądz Zbigniew Czendlik.

 

A na Słowacji?

Jest ciężko. Nasze przedstawicielstwo ma ponad trzy lata. My przez pierwsze dwa lata skupialiśmy się na Czechach, teraz mamy o wiele więcej działań na Słowacji. Mamy wystawy różnego typu, świętujemy sto lat modernistycznej Gdyni, rocznicę Andrzeja Wajdy. Stawiamy na Małopolskę, ale nie tylko Kraków. To województwo jest przecież tuż za rogiem, a jednak mało znane. Stawiamy też na Lublin, który w 2029 r. będzie Europejską Stolicą Kultury. W ofercie dla Słowaków bardziej skupiamy się na wschodniej części Polski.

 

A jednak znalazłeś kogoś, kto miał zachęcić do odwiedzenia Warszawy publiczność, zaproszoną w marcu do Instytutu Polskiego w Bratysławie. Tą osobą był bloger Milan Bez Mapy. Jak się udało spotkanie?

Tak, Milan Bez Mapy to jeden z najbardziej popularnych słowackich influencerów, którego zaprosiliśmy w zeszłym roku do Warszawy. Na jego kanałach, a także stronach internetowych pojawiło się mnóstwo ciekawych informacji na temat Warszawy, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Milana zaprosiliśmy kilka tygodni temu, żeby zaprezentował Warszawę swoimi oczami w centrum Bratysławy. I to było bardzo udane spotkanie. Być może na Słowacji, inaczej niż w Czechach, właśnie influencerzy będą pomocni w promocji Polski?

Małgorzata Wojcieszyńska

zdjęcia: Stano Stehlik

MP 5/2026