Dojrzał czas na retro

W kolejnym odcinku poświęconym 30-leciu naszego pisma głos zabiera nasz redakcyjny kolega, który co miesiąc przenosi nas w świat retro, nic więc dziwnego, że i jego wspomnienia są okraszone wspomnieniami retro.

 PIĘKNY TRZYDZIESTOLATEK 

Według genealogów 25 lat to okres trwania jednego pokolenia. Zatem trzydziestka to już czas naszego potomstwa – tych, którzy przejmą stery po nas.

Lata 90. cechowały się nową rzeczywistością, w której każdy starał się znaleźć swoje miejsce. Szereg zmian w codziennym życiu przeciętnego Kowalskiego, zachodzących w zawrotnym tempie, dziś postrzegamy jako coś naturalnego. Przyspieszenie tempa życia uważamy obecnie za coś normalnego, ale wtedy?

I właśnie w tym burzliwym okresie zmian narodził się On. Z początku niepozorny, czarno-biały. Pamiętam jak dziś, kiedy będąc w centrum Bratysławy, odwiedziłem Instytut Polski, gdzie po raz pierwszy wpadł mi w ręce. Muszę się przyznać, że w tym czasie na Słowacji bardzo trudno było zdobyć jakąkolwiek polską prasę.

Mieszkając w latach 80. w Šali, jako nastolatek regularnie odwiedzałem „polskie bloki” – bo tak miejscowi nazwali dwa bloki osiedlowe, służące za hotel robotniczy dla polskiej kadry pracowniczej, budującej różne części zakładów produkcyjnych w kombinacie chemicznym Duslo.

Moja mama, zatrudniona w jednej ze wspomnianych polskich firm, przynosiła do domu polską prasę, a ja z bratem często odwiedzałem kolegów mojej mamy, mieszkających w tych blokach, będących tu na delegacji, którzy chętnie przekazywali nam polskie czasopisma. No i po kilku latach naturalną koleją rzeczy stało się dla mnie regularne odwiedzanie Instytutu Polskiego w Bratysławie – właśnie z powodu polskiej prasy.

Właśnie za którymś razem natknąłem się tam na pierwsze numery „Monitora Polonijnego”. Potem zaczął trafiać w moje ręce regularnie. Pomimo zmian ustrojowych to była jedyna dostępna na Słowacji polskojęzyczna prasa.

Kiedy po dziesięcioletnim rozstaniu z „Monitorem”, spowodowanym przeprowadzką do Czech, wróciłem na Słowację, zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, iż to, co kiedyś uważaliśmy za nieodzowną część codziennego życia, na stałe przechodzi do historii, a co gorsza, często nawet w zapomnienie. Nowe pokolenie, to dalsze, o którym wspomniałem na wstępie, nie wie i nie pamięta rzeczywistości wcześniejszych lat, które postanowiłem odświeżyć właśnie na łamach „Monitora”.

Kto by kiedyś pomyślał, że „Monitor” przetrwa 30 lat! Że z małej niepozornej gazetki stanie się kolorowym pismem, drukowanym na kredowym papierze, a co ważne, przyjmie też formę elektroniczną z zasięgiem na cały świat!

Przy okazji wspomnień o czasach pierwszych numerów „Monitora” warto przypomnieć, że wtedy w Polsce wszystkie samochody miały czarne tablice rejestracyjne, bardzo specyficzne i łatwo rozpoznawalne za granicą. Był to jeszcze czas publicznych budek telefonicznych, działajacyh na monety i karty magnetyczne. Pierwsze telefony komórkowe były tylko dla bogaczy i miały gabaryty cegły.

Podróż pociągiem z Bielska Białej nad morze trwała 12 godzin i ciągnęła się w nieskończoność. W pociągach ekspresowych pojawiły się pierwsze wagony z klimatyzacją, zaś siatka połączeń autobusowych PKS pokrywała cały kraj. O dzisiejszych autostradach i drogach ekspresowych, przecinających cały kraj, chyba nikt nawet marzył.

Na początku roku 1995 doszło do denominacji polskiego złotego – w obieg weszły nowe banknoty i monety. O studiach za granicą można było tylko pomarzyć. Zbliżał się schyłek produkcji Fiata 126p, a na rynek wszedł jego następca Fiat Cinquecento, którego też już nie ma. Kraj stopniowo budził się po latach szarej, siermiężnej rzeczywistości, co przyczyniło się też do wzrostu przestępczości.

Pojawiły się pierwsze prywatne stacje telewizyjne… Można by wymieniać w nieskończoność to, co było, a czego już nie ma. Te lata bezpowrotnie minęły, zostawiając po sobie ślady w postaci starych zdjęć i archiwalnych nagrań.  I to wszystko dziś można zamknąć jednym słowem – retro.

Był to czas narodzin „Monitora Polonijnego”, czasopisma, które nadąża za szybko zmieniającą się rzeczywistością, nie tracąc tchu ani atrakcyjności. Przez lata „Monitor”, pełniąc swoje oczywiste funkcje, integruje słowacką Polonię, bowiem to dzięki niemu wielu mieszkających na Słowacji Polaków dowiedziało się o innych rodakach, żyjących na słowackiej ziemi.

Andrej Ivanič

MP 7-8/2026