O zakochaniu w obiekcie fotografowania. Rozmowa z Bartoszem Pussakiem

Od roku obserwuję jego opowieści – krótkie filmy w mediach społecznościowych, dzięki którym poznaję historie lub kulisy powstania znanych i mniej znanych fotografii. Bartosz Pussak jest fotografem portretowym z Poznania. Swoją aktywnością w Internecie udowadnia, że w dzisiejszym pędzącym świecie jest popyt na wiedzę, która nastraja do refleksji.

 WYWIAD MIESIĄCA 

 

Czy za sto lat ktoś będzie chciał analizować nasze zdjęcia, tak jak my teraz analizujemy fotografie pochodzące sprzed wielu lat?

Dziennie wykonujemy mnóstwo zdjęć, z czego ponad 90 procent telefonami. Z każdą sekundą przybywa w sieci 55 tysięcy nowych fotografii. Czy ktoś je będzie analizował? Myślę, że nie na taką skalę, jak to jest w przypadku zdjęć retro. Kiedyś zdjęcia robiono bardziej świadomie i były one opisywane. Dokumentowały ważne momenty historyczne.

Pamiętam na przykład fotografie moich dziadków, które na odwrocie miały napisane, kto widnieje na zdjęciu i kiedy ono zostało wykonane. W dzisiejszych czasach robimy tych zdjęć bardzo dużo, gromadzimy je w telefonach, do niektórych nawet nie wracamy. Inaczej jest w przypadku fotoreporterów, którzy na przykład relacjonują wydarzenia wojenne.

 

Fotografia może zmienić myślenie o świecie?

Może. Robiła to wielokrotnie. Na przykład „Napalm girl“, czyli zdjęcie poparzonej dziewczynki z Wietnamu, które obiegło świat, w pewnym sensie przyczyniło się do zakończenia wojny w Wietnamie. Albo zdjęcia Lewisa Hine’a, który na początku ubiegłego wieku fotografował pracujące w fabryce dzieci. Przy każdej fotografii informował, ile dziecko ma lat i ile godzin dziennie pracuje. Te zdjęcia pośrednio przyczyniły się do zmiany prawa w Stanach Zjednoczonych – wprowadzono bowiem zakaz zatrudniania nieletnich.

Tak, fotografia ma moc zmieniania świata! Czasami zmienia tylko jednego człowieka, który na nią patrzy. Może dlatego im więcej będziemy mówić o fotografiach, tym bardziej będziemy na nie uwrażliwieni.

 

Stąd Twój projekt realizacji krótkich filmów, w których opowiadasz historie powstania konkretnych zdjęć lub przedstawiasz sylwetki fotografów?

Tak, projekt narodził się w kwietniu ubiegłego roku. Było to podczas poszukiwania inspiracji do nowej sesji zdjęciowej; szukałem czegoś, co by mnie zachwyciło, by na sesję pójść z pomysłem. Poszukiwałem inspiracji wśród współczesnych fotografii, ale nic nie zwróciło mojej uwagi. Postanowiłem więc sięgnąć do dawnych zdjęć. Trafiłem na „Matkę migrantkę“ Dorothei Lange i to ujęcie matki, wtulającej się w swoje dzieci, bardzo mnie urzekło. Sięgnąłem do historii powstania tej fotografii, co absolutnie mnie pochłonęło! Pomyślałem, że może warto podzielić się tą wiedzą z innymi i nagrałem pierwszą rolkę z nadzieję, że komuś się spodoba.

 

I spodobało się!

To było niesamowite! Przed nagraniem tej pierwszej rolki obserwowało mnie na Instagramie 800 osób. W ciągu roku liczba obserwujących wzrosła do ponad 100 tysięcy na Instagramie, ponad 50 tysięcy na Facebooku i ok. 30 tysięcy na Tik-Toku. Pewnie niektórzy obserwują mnie na kilku platformach jednocześnie, ale i tak w sumie tych obserwujących jest ok. 200 tysięcy.

 

Pochłonęła Cię ta pasja?

Kiedy nagrałem drugi i trzeci odcinek, wiedziałem, że nie mogę przestać. Ta fala entuzjazmu była niesamowita. Wtedy jeszcze pracowałem na etacie, ale moje myśli cały czas krążyły wokół tego, co nagram po powrocie do domu. Towarzyszyła temu niesamowita ekscytacja, że coś wyszło! Dwanaście lat próbowałem zaistnieć w mediach społecznościowych, a dopiero teraz trafiłem na coś, co ludzi zainteresowało.

Dzięki mnie wiele osób zobaczyło, że w fotografii nie liczy się tylko strona techniczna, ale i emocje. Postawiłem na to. Do grona moich obserwatorów codziennie dołączało po 2 tysiące osób, co rano budziłem się w innym świecie. Czasami bywało tak, że wieczorem publikowałem nagraną historię, a rano nie byłem w stanie nadrobić zaległości w odpowiadaniu na komentarze. Zależy mi na moich obserwatorach, którzy tworzą wspaniałą społeczność, dlatego chcę być z nimi w kontakcie, reagować na ich wpisy.

Za każdym razem podkreślam, że gdyby nie oni, to mojej popularności by nie było. Nieważne, jaką nagrodę dostanę, ale zawsze podkreślam, że to nasza wspólna zasługa. Ja tylko opowiadam historie, do których docieram. Ten projekt motywuje mnie do uczenia się i sięgania dalej.

 

Ty to robisz w sposób niebanalny, bo na końcu każdego filmu zadajesz pytanie, które ma widza zaintrygować i zmusić do refleksji.

Zależało mi na tym, by rolki, które tworzę, nie służyły tylko do scrollowania. Jeżeli ktoś wytrzymuje dwie, czasami trzy minuty, to na koniec czeka na niego pytanie motywujące do refleksji. Jeśli na nie odpowie, to dla mnie ważne. Czasami te odpowiedzi to eseje, piękne, złożone, głębokie przemyślenia. Podchodzę do nich z ogromną uważnością, starając się, by moja odpowiedź nie była banalna. Czasami mnie aż onieśmielają. Zdarza się, że kontaktuję się z ich autorami, wysyłając filmik ze swoją odpowiedzią.

 

Ciekawy jest też Twój sposób opowiadania historii – udowadniasz, że w tym zagonionym świecie można zwolnić i to znajduje swoich zwolenników.

Ten projekt zmobilizował mnie, by popracować nad sposobem opowiadania. Ja nigdy nie mówiłem do kamery w taki sposób, jak to robię teraz. Chodzi o głęboką, wolną narrację – staram się podkreślać odpowiednie zdania, używam odpowiednich technik mówienia, by trafić do emocji odbiorców. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafili grać głosem. Ten projekt sprawił, że 150 opowieści, które stworzyłem, zrobiłem w sposób naturalny, a widzowie doceniają głos, który słyszą.

 

Ta nowa aktywność zmieniła Twoje życie?

Tak. Od wielu lat jestem fotografem. Pandemia zweryfikowała moje życie i wykluczyła z zawodu. Oszczędności z działalności fotograficznej pochłonęły wówczas opłaty, które nie miały pokrycia w przychodach.

 

Pamiętam opublikowane przez Ciebie Twoje zdjęcie, zrobione podczas pandemii, które chyba dokładnie oddawało Twój stan?

Tak, był to autoportret, ilustrujący mój stan beznadziei. Wtedy powiedziałem sobie, że nigdy więcej nie chcę przeżyć takiej sytuacji, bo przecież z czegoś trzeba żyć. Obiecałem sobie, że będę mieć plan B. Teraz takim planem „B” są media społecznościowe.

 

Przynoszą zyski?

Pojawiły się jakieś współprace, co sobie cenię, ale siebie i rodzinę utrzymuję z fotografowania. Zrezygnowałem z etatu, dzięki czemu zyskałem czas.

 

Gdzie pracowałeś?

Produkowałem filmy, rozwijałem projekty muzyczne. Wcześniej pracowałem w biurze podróży, gdzie rozwinąłem się jako fotograf – jeżdżąc po świecie, fotografowałem różne miejsca. Kiedy byłem zatrudniony na etacie, dopiero po nocach tworzyłem materiały na media społecznościowe i odpowiadałem na komentarze.

 

Obserwując Twoją aktywność, widzę, że sięgasz po fotografie z różnych krajów. Udało Ci się już zajrzeć na słowackie podwórko?

Nie, to jeszcze przede mną. Zrobiłem sobie listę tematów, które chcę poruszyć, oraz mapę, gdzie chcę sięgać po fotografie. Opowiadałem już o zdjęciach z różnych kontynentów, ale najpierw chciałbym się skupić na Europie. Właśnie obchodzimy 200 lat fotografii. Na Zachodzie zawsze był dostęp do nowoczesnego sprzętu fotograficznego, w Polsce – niestety – był on ograniczony, a i tak mamy wybitnych fotografów, których także chcę przedstawiać w moich filmach.

Jednym z nich jest Lech Charewicz, który obecnie ma 91 lat. Staram się odkryć jego zdjęcia, które leżą gdzieś na strychu. Przez dziesięciolecia dokumentował zmieniającą się Warszawę – zaczął od zrujnowanego podczas wojny miasta, dokumentował jego odbudowę, a skończył na współczesności.

 

Fotografia to prawda o człowieku czy ułuda?

Nie każda fotografia przedstawia człowieka, ale może mówić prawdę o fotografie, bo każdy artysta w swoim dziele zostawia jakąś cząstkę siebie.

 

Jaki jest sekret dobrej fotografii?

Trzeba się choć na chwilę zakochać w obiekcie fotografowania. Kiedy nic mnie nie zachwyca podczas sesji, nie ma tego czegoś, co mógłbym pokochać, nie jestem zadowolony. Niedawno podczas fotografowania pewnego pisarza zerknąłem na makeupistkę i zobaczyłem, jak pięknie pada na nią światło. To była chwila, impuls. Pstryknąłem zdjęcie. Ona była zaskoczona, ale efekt był świetny. Dziś, patrząc na to zdjęcie, dokładnie wiem, co czułem. Jak się człowiek zakocha w fotografii, którą robi, dokładnie pamięta uczucia temu towarzyszące.

 

Co według Ciebie bardziej trafia do odbiorcy: tekst czy fotografia?

To zależy. Tekst może coś tłumaczyć, zdjęcie bardziej świadczy. Fotografia jest wyrwanym z kontekstu kadrem, tekst może być opisaną całością. Niestety, zaufanie do fotografii maleje ze względu na możliwości Al. Kiedyś to, co było na fotografii, było święte, było niezaprzeczalnym dowodem prawdy. Nagrałem też film o pierwszych fotomanipulacjach.

 

Ja na to patrzę przez pryzmat swojej pracy i ubolewam nad tym, kiedy ktoś ogląda tylko zdjęcia, a nie interesuje się tekstem. 

I przez to wiele nam umyka, nie mamy czasu się zatrzymać, a ponieważ jesteśmy wzrokowcami, więc wydaje się nam, że w tym pośpiechu zdjęcia zrekompensują nam to, czego nie przeczytamy.

 

Podzielisz się radą, jak robić ciekawe zdjęcia na wakacjach?

Kilka lat temu profesor psychologii Linda Henkel przeprowadziła eksperyment: wysłała studentów na wycieczkę do muzeum. Ich zadaniem było zrobienie zdjęć wybranym eksponatom. Okazało się, że większość nie pamiętała, co jest na zdjęciu. To pokazało, że mózg człowieka czuje się zwolniony z myślenia, kiedy człowiek liczy na to, że aparat zapamięta coś za niego.

A my teraz robimy zdjęcia niemal wszystkiego, co widzimy. Ja bym sugerował skupić się na detalu. To on wyróżni nasze zdjęcie od innych, podobnych. Bo na przykład gdybyśmy przemieszali zdjęcia 20 osób, które fotografowały Koloseum, pewnie nie potrafilibyśmy wskazać, które jest naszego autorstwa, bowiem wszyscy fotografują zazwyczaj to samo.  Ale gdy skierujemy aparat na detal, a w tle będzie Koloseum, to nasze zdjęcie będzie inne od pozostałych. Może to być twarz dziecka, które robi grymasy.

Przed każdym naciśnięciem spustu powinniśmy sobie zadać pytanie, co poprzez to zdjęcie chcemy pokazać. Intencja sprawia, że rozsądnie podchodzimy do tego, co fotografujemy. Jeśli sobie postanowimy, że podczas urlopu stworzymy jedno świadome zdjęcie dziennie, to jest szansa, że przywieziemy z wakacji 10 ciekawych fotografii. Potem, nawet po 10 latach, będziemy w stanie opisać, co się działo w nas, gdy te zdjęcia powstawały.

 

Masz wśród swoich fotografii swoją ulubioną?

Są takie, które bardzo lubię. Jestem fotografem portretowym, współpracuję z wydawnictwami, robię zdjęcia autorom książek. Zdarza się, że spotykani podczas sesji ludzie, zostają moimi znajomymi. Kiedy nawiązuję relacje z nimi, to zdjęcia, które wtedy powstają, niosą coś ze sobą. Jest na przykład takie zdjęcie Remigiusza Mroza na schodach. Zrobiłem je, gdy ów pisarz oprowadzał mnie po Opolu i pokazywał miejsca, w których dorastał, gdzie się bawił z kolegami.

To były miejsca, które go ukształtowały, z którymi ma związane konkretne wspomnienia. W pewnym momencie usiadł na schodach, na których przesiadywał z kolegami, gdy był dzieckiem. Wtedy pstryknąłem. Dokładnie pamiętam, jakie emocje towarzyszyły nam wtedy. Innym przykładem jest portret Agnieszki Jeż na tle czerwonych drzwi. To zdjęcie najbardziej zapamiętałem z całodniowej sesji. Powstało pod koniec naszej wędrówki w poszukiwaniu kadrów. I nagle wyłoniły się drzwi. Wszedłem na drabinę i zrobiłem tej pisarce portret. To zdjęcie cały czas mnie hipnotyzuje.

 

Gdybyś miał zrobić jedno zdjęcie, które miałoby opisać dzisiejszy świat, co by się na nim znalazło?

To zależy, jakie emocje byśmy chcieli pokazać, czy to by miała być przestroga, czy pozytywny przekaz. Albo byłaby to fotografia zbombardowanej Ukrainy, albo przepięknego lasu.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: archiwum Bartosza Pussaka

MP 7-8/2026