Wciąż pamiętam pierwszą obszerniejszą książkę, którą przeczytałem w języku polskim. Miałem ją ze sobą w podróży poślubnej. Była to książka Normana Daviesa „Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919–1920”. Muszę przyznać, że choć zawsze interesowałem się historią, nigdy wcześniej nie słyszałem o tej wojnie, tak znaczącej dla losów Europy Środkowej w początkach XX w.
BLIŻEJ POLSKIEJ KSIĄŻKI
To właśnie wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z postacią Józefa Piłsudskiego. Byłem nią na tyle zafascynowany, że wkrótce potem przeczytałem jego obszerną biografię autorstwa Andrzeja Garlickiego. W niej natknąłem się na kolejne wydarzenia, zupełnie dla mnie nowe, które nie dawały mi spokoju. Najważniejszym z nich był zamach majowy.
Przyznaję, że demokracja w Czechosłowacji w okresie międzywojennym była dla mnie zawsze faktem historycznym, choć z dzisiejszej perspektywy można by jej wytknąć to i owo. Nigdy jednak nie zagłębiałem się w sytuację państw ościennych. A potem dowiedziałem się nagle, że w Polsce doszło do wojskowego zamachu stanu, w wyniku którego władza w państwie skupiła się w rękach jednego człowieka.
Niedawno minęło sto lat od tego wydarzenia i szukałem publikacji mu poświęconej. W ten sposób dotarłem do książki Andrzeja Chwalby „Maj 1926. Zamach, którego miało nie być”. Andrzej Chwalba jest specjalistą od najnowszej historii Polski, autorem kilkudziesięciu książek, a zarazem byłym dziekanem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W swojej książce kontynuuje zgłębianie historii II RP – jego dwie wcześniejsze publikacje poświęcone były bowiem rokowi 1919 i wojnie polsko-bolszewickiej.

Autor już we wstępie bardzo wyraźnie deklaruje, że chce przedstawić obraz wydarzeń majowych w sposób przystępny nawet dla laików. I rzeczywiście mu się to udaje. Nie wrzuca czytelnika od razu w wir wydarzeń, ale nakreśla sytuację tak, jak rozwijała się od powstania Legionów i sporów między ich dowódcami. W ten sposób prezentuje liczne wydarzenia, które prowadziły do zamachu stanu.
Dla mnie szczególnie ciekawe były historie dwóch pierwszych prezydentów Polski – Gabriela Narutowicza, a później Stanisława Wojciechowskiego – a zwłaszcza to, jak los Narutowicza wpłynął na myślenie Piłsudskiego. Bardzo interesowały mnie również problemy polskiego parlamentaryzmu, ciągłe zmiany rządów i niepewność polityczna. Połączenie takich okoliczności z niestabilnością gospodarczą to prosta droga do rządów silnej ręki, co bardzo dobrze widzimy również na Słowacji.
Andrzej Chwalba, podobnie jak Norman Davies, nie ogranicza się do mówienia wyłącznie o politycznych okolicznościach i konsekwencjach wielkich wydarzeń historycznych i związanych z nimi wielkimi postaciami. Pisze też o maluczkich, o cywilach, o reakcjach prowincji czy Kościoła. Kiedyś poznawaliśmy wyłącznie historię tych wielkich, dziś coraz częściej interesuje nas ciężar, jaki wydarzenia historyczne kładą na barki tym małym, którzy zawsze stanowią najliczniejszą grupę, choć najczęściej nie są wcale podmiotem, lecz jedynie przedmiotem historii.
Autor nie poprzestaje na samym wyliczeniu wydarzeń i nazwisk (przez cały czas na bieżąco konfrontowałem barwny kalejdoskop przywoływanych przez niego osobistości z Wikipedią), ale kreśli również dalszy rozwój wydarzeń. W końcówce zastanawia się, czy ten historyczny kamień milowy spełnił oczekiwania jego inicjatora. Godny uznania jest fakt, że nie zagłębia się w historie alternatywne ani nie fantazjuje, co by było, gdyby… Myślę, że nie tylko przy okazji setnej rocznicy zamachu warto sięgnąć po tę wyjątkowo dobrze napisaną książkę.
Marián Hamada





