Tak zwany okres transformacji ustrojowej był pewnie czasem magicznym i strasznym jednocześnie, a przełom roku 89 i 90 odcisnął swoje piętno nawet na mojej siedmioletniej duszy. Niewiele z tego rozumiałem, ale instynktownie wyczuwałem, że świat staje na głowie i wszędobylskie podniecenie, wibrujące w otoczeniu, ma swoje uzasadnienie w rzeczywistości.
CZUŁYM UCHEM
To wtedy telewizyjna publicystyka wdarła się w moją rzeczywistość i z tej telewizji pamiętam okrągły stół (mebel!), posągową twarz Tadeusza Mazowieckiego, Niemców demolujących berliński mur i zmasakrowanych Chińczyków z placu Tiananmen. Pamiętam, jak jednego roku nożyczkami wycinano kartki na mięso, by następnego w ramach “ferii w mieście” puszczać nam na fałhaesie bajki Disneya i Robocopa. Łind of czendż na całego.
Big Cyc trochę z przypadku swoim przaśnym, humorystycznym, ale jednak zaangażowanym przekazem wypłynął w idealnym dla siebie momencie. Szacuje się, że jego debiut Z partyjnym pozdrowieniem. 12 hitów w stylu lambada hardcore zalał bazary całego kraju w ponad milionie pirackich egzemplarzy.
Początki Big Cyca związane są z Łodzią. Powstał jako dodatkowy projekt muzyków zespołu Rokosz, którzy zaliczali się do pionierów reggae w Polsce. Część składu Rokosza, a mianowicie Jacek „Dżej Dżej” Jędrzejak, Jarek „Dżery” Lis oraz Roman „Piękny Roman” Lechowicz, stwierdziła, że urozmaicą występy swojej macierzystej formacji punk rockowymi setami.
Na początku były to covery, ale po dołączeniu do składu Krzysztofa Skiby w roli tekściarza, zespół zaczął grać także swoje utwory, które szybko zyskiwały na popularności. Muzycy stwierdzili, że skoro materiał złapał na koncertach, dobrze będzie zarejestrować pierwsze trzy piosenki: Wielką miłość do babci klozetowej, Kapitana Żbika i Pieśń o nieustannej potrzebie orgazmu.
Ponieważ chcieli zrobić to dobrze, pożyczyli od rodziców dwadzieścia pięć dolarów i udali się z nimi do Andrzeja Puczyńskiego z Izabelin Studio, który z miejsca uznał ich za wariatów, ale zgodził się zarejestrować materiał. Kapitan Żbik zadebiutował w Rozgłośni Harcerskiej i trafił na pierwsze miejsce listy przebojów. W świetle tego sukcesu nagrania kontynuowano.
Trochę później panowie chcieli podbić swoją rozpoznawalność również w Trójce. Zadzwonili więc bezpośrednio do Marka Niedźwieckiego, mówiąc, że są akurat w Warszawie z taśmą z premierowym utworem, który chętnie zaprezentują u niego na antenie. Ponieważ Berlin Zachodni i Piosenka góralska znalazły już uznanie wśród słuchaczy Trójki, Niedźwiecki przystał na propozycję.
Nie było jednak możliwości wcześniejszego odsłuchu utworu, więc na pytanie, o czym jest piosenka, muzycy odpowiedzieli zgodnie z prawdą, że o miłości. W eter poleciała Babcia klozetowa, stosunki zespołu z Niedźwieckim uległy gwałtownemu ochłodzeniu, natomiast telefony rozgrzały się do czerwoności.
Są pewnie tacy, którzy będą podważać ważkość Big Cyca dla polskiej fonografii. Trudno jednak znaleźć drugi zespół, który na przestrzeni lat tak dobrze dokumentował wszystkie szajby III RP. Nie da się przecenić talentu Skiby do obserwacji absurdów codzienności, a tym samym wartości dokumentalnej jego piosenek.
Przecież Berlin Zachodni, Durna piosenka czy Piosenka góralska ze słynnym okrzykiem „Zadzwońcie po milicję” z happeningu Galerii Działań Maniakalnych Pomarańczowej Alternatywy w Łodzi, będącym oryginalnym nagraniem z wydarzenia, to piosenkowe dokumenty. Nawet Sąsiedzi, nawet Kapitan Żbik, nawetBabcia klozetowa mają wartość dokumentalną. Kto doświadczył mikroklimatu ówczesnych szaletów miejskich z tamtego okresu, wie, o czym tutaj piszę.
Łukasz Cupał





