Kochane Wnusie,
czasem na granicy snu i jawy rozgrywają się szczególne zjawiska. Z głębi świadomości wynurzają się wtedy obrazy pozornie dawno zapomniane. Tak było z „prorokiem”, którego wspomnienie pojawiło się pewnego dnia ni stąd ni zowąd na krótko po ocknięciu się ze snu.
LISTY DO W.
Dzień był ponury, wydawało się, że z brzuchatych chmur, które zupełnie zasnuły niebo, lada chwila musi lunąć deszcz. Nad ulicą, drżącą pod kołami pomalowanych na niebiesko tramwajów, wisiał smród spalin. Leniwie poruszały się auta, przeważnie Syrenki i Warszawy, tylko sporadycznie wzrok przyciągały nieliczne Fiaty, zupełna nowość.
Ponad cały ten szum opon i gniewne klaksony wzbił się nagle krzyk, najpierw niezrozumiały, z trudnego do ustalenia źródła. Ale potężniał jak gwizd najeżdżającej lokomotywy i już dały się rozróżnić poszczególne słowa: „Ukórzcie się, skur…, dzień sądu nadchodzi!”.
Pomiędzy hamującymi samochodami na rozklekotanym rowerze kluczył „prorok”. Siwe, sięgające ramion kudły, broda jak u Tołstoja, bura opończa i przymocowane do nadgarstków i kostek strzępy jakiejś czerwonej szmaty, łopoczące na wietrze. „Ukórzcie się, skur…!”.
Po chwili zniknął, jego głos utonął w hałasie ulicy. Ktoś za plecami krzyknął: „Widzieliście wariata?”. I tylko dzięki temu nabyłem pewności, że to wszystko działo się naprawdę.
Pomyślałem, że ktoś, kto zachorował psychicznie, mógłby liczyć na terapię i mieć szansę na wyzdrowienie. Gorzej, jeśli to nie „wariat”, a fanatyk.
Kochani, fanatyków z prawdziwego zdarzenia nie jest zbyt wielu, ale i tak zawsze dadzą solidnie popalić. To ludzie, których całe życie skupia się na jedynej wartości, związanej z jakąś ideologią, polityką czy religią. Ale znamy też fanatycznych kibiców sportowych, fanatyków zdrowego odżywiania, spraw tożsamościowych…
Fanatyk musi się najpierw swoją ideą „zarazić”. Najczęściej dzieje się tak w pierwotnej rodzinie, ale są i inne możliwości, jak wpływ grupy rówieśników czy – obecnie coraz częściej – mediów społecznościowych.
Fanatycy posiadają wspólną cechę: specyficzny typ umysłowości, za sprawą której w drastyczny sposób upraszczają postrzegane zjawiska. Często tę właściwość nazywamy czarno-białym widzeniem świata: nasz – wróg, Aryjczyk – małpa, katolik – komuch, patriota – zaprzaniec itd. Uderza całkowity brak zrozumienia, że sprawy bywają złożone, obrazowo mówiąc, mają też inne kolory i ich wielorakie odcienie. Dla fanatyka istnieje wyłącznie jedna perspektywa, a na jego szacunek zasługują tylko ci, którzy widzą świat w taki sam sposób. „Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam!”. Znacie to? Kto by nie znał.
No i – poza ideą oraz płaskim odbiorem rzeczywistości – fanatykowi potrzebne są wytrwałość i determinacja, by przerobić świat na swój obraz i podobieństwo. To z ich pomocą walczy o „prawdę”, nie zważając na innych, nie licząc się z ich opinią, depcząc, a czasami unicestwiając opornych. Historia zna wielu fanatyków, za którymi zostały zwały trupów.
Powiecie: „No, dobrze, wszystko jasne, ale w jaki sposób jeden człowiek może dokonać takiego ogromu zła?”.
Otóż fanatycy nigdy nie działają w osamotnieniu. Wykorzystują fakt, że my, zwykli ludzie, pragniemy nadać swojemu życiu sens, chcemy dążyć do jakiegoś szczytnego celu, ale często nie potrafimy go samodzielnie wymyślić. I jeśli fanatyk odkryje tę lukę i zdoła do części z nas dotrzeć, jeśli posiada charyzmę, czyli opanował sztukę przekonywania i manipulacji, to klamka zapadła.
Zostajemy jego pomagierami. Tak oto wokół fanatyka skupia się coraz więcej wyznawców, ale też spora grupa cynicznych kombinatorów, którzy, wyczuwając szansę, będą się prześcigać, by w tym układzie zrobić karierę, wspinając się po grzbiecie fanatycznego ideowca.
I cała taka banda rusza na podbój świata.
Moi kochani, bądźcie czujni. Tylko od Was będzie zależało, czy dacie się jakiemuś „prorokowi” złapać i uwiązać na sznurek. Bo to za sprawą fanatyków, którym udało się ogłupić zwyczajnych ludzi, były gułagi i był Oświęcim, to przez nich nieustannie wybuchają wojny etniczne i religijne.
Dziadek





