Wśród drzew, niedaleko słowackiej miejscowości Veľké Lovce, kryją się ruiny, których historia mogłaby posłużyć za scenariusz mrocznego filmu. To właśnie tutaj – wg lokalnych opowieści – biali mnisi mieli skrywać mroczne sekrety, kobiety znikały bez śladu, a podziemne korytarze prowadziły znacznie dalej, niż przypuszczano. Podobno po zmroku w ruinach straszy i słychać tajemnicze odgłosy.
SŁOWACKIE PEREŁKI
Dawny klasztor paulinów Mariánska Čeľaď w powiecie Nové Zámky, niegdyś pełen życia, modlitw i barokowego przepychu, dziś jest jedynie cieniem swojej dawnej świetności. Jego rozpadające się mury porasta dzika roślinność, a ukryte wśród zieleni wejścia zdają się prowadzić do świata, w którym czas zatrzymał się przed wiekami.
Historia tego miejsca sięga średniowiecza. Już w 1075 r. wspomina o nim dokument króla Gejzy I. W 1512 r. ziemie przejęli paulini, zwani białymi mnichami, którzy wkrótce założyli tu klasztor. Przez ponad 250 lat był on ważnym ośrodkiem religijnym. W dokumentach miejsce to występowało jako Zalat, a określenie „maryjny” pojawiło się znacznie później, po poświęceniu świątyni Matce Bożej.
W XVI w. klasztor przez kilka lat znajdował się pod okupacją turecką. Następnie został zniszczony przez wojska Rakoczego, a zakonnicy opuścili jego mury. Powrócili w 1711 r., a następnie odbudowali go w stylu barokowym, nadając mu bogaty i reprezentacyjny wystrój. Kompleks zyskał imponującą formę, a jego największą ozdobą był monumentalny, dwuwieżowy kościół.
Na terenie klasztoru znajdowały się łaźnie termalne i ogród botaniczny. Działała tu także cenna biblioteka, której księgozbiór liczył ponad tysiąc tomów. Paulini mieli liczne przywileje, nie płacili podatków i posiadali około 4 tys. hektarów ziemi. Na podstawie dekretu o likwidacji zakonu paulinów na Węgrzech, wydanego w 1786 r. przez cesarza Józefa II, los klasztoru uległ nieodwracalnym zmianom. Mnisi go opuścili i już nigdy do niego nie powrócili.
Całe archiwum zakonu zostało ukryte w wąwozie Klokočov. Odkryto je w XIX w. i przekazano do Wiednia. Po uderzeniu pioruna w 1863 r. klasztor spłonął, a podczas II wojny światowej został uszkodzony dwuwieżowy kościół. Po 1948 r. obiekt przejęło państwo, urządzając w nim m.in. biura, mieszkania, stołówkę, magazyn i stajnię. Z cegieł klasztornych zbudowano dwa kościoły w Veľkých Lovcach oraz wiele domów w okolicznych wsiach.
W 1970 r. budynek został uznany za zabytek historyczny, a następnie trafił w ręce Kościoła. W latach 90. XX w. odbywały się tutaj letnie spotkania młodzieży chrześcijańskiej. Pojawiły się plany odnowienia klasztoru, ale ostatecznie zamierzeń tych nie zrealizowano. Dziś o jego dawnej świetności przypominają już tylko stare fotografie. Można na nich dostrzec fragmenty bogatych malowideł ściennych, których autorem był Jan Krstiteľ Václav Bergl, nadworny artysta cesarzowej Marii Teresy, związany z wystrojem wiedeńskiego pałacu Schönbrunn.
Ale czy wraz z odejściem mnichów zniknęły także tajemnice, które przez wieki skrywały te mury? Według dawnych opowieści biali mnisi mieli porywać młode kobiety z pobliskich wsi, które po orgiach w klasztorze znikały w jego podziemiach. Niektóre przekazy sugerują jednak, że za część zaginięć mogli odpowiadać zbójnicy przebrani w zakonne szaty, by skierować podejrzenia na paulinów.
Jedną z największych tajemnic są owe podziemne korytarze, które miały służyć mnichom jako schronienie podczas najazdów tureckich. Według legend mogły one prowadzić do klasztoru w Hronskym Beňadiku (MP 12/2020) czy Nových Zámków. Ruiny przyciągają również miłośników zjawisk paranormalnych. Nocne wyprawy przyniosły relacje o tajemniczych głosach, krokach czy kobiecym krzyku.
Dziś wystarczy spojrzeć na pozostałości dawnych murów, by poczuć, że Mariánska Čeľaď nie jest zwykłą ruiną. Listopad ze swoimi długimi wieczorami i mgłą snującą się nisko nad ziemią wydaje się idealnym momentem, by przypomnieć sobie mroczne historie, które od stuleci krążą wokół tego miejsca i do dziś budzą niepokój.
Magdalena Zawistowska-Olszewska
Zdjęcia: Magdalena Zawistowska-Olszewska
MP 11/2026










