Pod balkonem Instytutu Polskiego w Pradze raz w roku gromadzi się 100 tysięcy osób! Powiedziała nam o tym dyrektorka Monika Olech pod koniec zwiedzania tej placówki kulturalnej, co wywarło na mnie ogromne wrażenie!
Ruchliwe centrum Pragi, właśnie mijamy słynny dom handlowy Maj i skręcamy w ulicę Národną, gdzie w Pałacu Metro od 2024 r. swoją siedzibę ma Instytut Polski. Wjeżdżamy windą na drugie piętro. Od razu zauważamy znane logo, więc dzwonimy do drzwi, które otwiera pani dyrektor Monika Olech. Znamy się z Bratysławy, gdzie w latach 2017-2022 pełniła funkcję wicedyrektorki Instytutu Polskiego. Zaraz zaczniemy zwiedzać placówkę, ale najpierw chcemy się tak po prostu, po ludzku nagadać, by nadrobić zaległości po kilkuletnim niewidzeniu.
Śladami pieców kaflowych
Już na samym początku Monika Olech zdradza nam swoją fascynację pięknymi piecami kaflowymi, znajdującymi się niemalże w każdym pomieszczeniu Instytutu, które dziś pełnią tu już tylko funkcję ozdobną. Dyrektorka śmieje się, że oprowadzi nas ich śladami. Instytut zajmuje powierzchnię 280 m2. To kilka pięknych, wyremontowanych pomieszczeń. „Trzeba mieć w życiu szczęście. I tak było w tym przypadku, bo kiedy szukano nowej siedziby placówki, rozważano różne lokalizacje.
Na koniec przyszła też oferta od potomków właścicieli Pałacu Metro, którzy chcą mu przywrócić pierwotną świetność – pałac ten był przecież kiedyś miejscem spotkań bohemy“ – opisuje moja rozmówczyni. Obecnie w budynku mieszczą się także Teatr Image, Black Light Theatre Metro, Dom Aukcyjny Galerie, a w części podziemnej klub muzyczny Vagon.
Pałac Metro to jeden z najbardziej rozpoznawalnych historycznych budynków w Pradze. Rozległa budowla w stylu neorenesansowym została zbudowana w 1870 r. według projektu architekta Bedřicha Tesařa jako tzw. wielofunkcyjny pałac miejski.
Przeprowadzka
Instytut Polski przeprowadził się tu w kwietniu 2024 r. z siedziby na Malým námestí. Mnie ciekawi, dlaczego opuszczono tamte pomieszczenia, które także mieściły się w ścisłym historycznym centrum Pragi, a które zwiedziliśmy w 2018 r. („Monitor Polonijny” nr 5/2018). „To naturalna kolej rzeczy; zmieniają się uwarunkowania własnościowe, finansowe, wyczerpuje się pewna formuła funkcjonowania, więc nastał czas na zmianę siedziby“ – wyjaśnia Monika Olech, która objęła stanowisko dyrektora Instytutu w Pradze już w nowej lokalizacji.
Moda na Polskę
Zwiedzanie zaczynamy od sali językowej, która ma charakter wielofunkcyjny. „Zainspirowaliśmy się projektem Klubu Polskiego, realizowanym w Instytucie Polskim w Bratysławie pod hasłem Poznajmy się, proszę, i właśnie tu organizujemy podobne spotkania, podczas których prezentujemy ciekawe osoby: Polaków lub Czechów, którzy mają polskie powiązania“ – zdradza nasza przewodniczka i dodaje, że ich odbiorcami są głównie kursanci języka polskiego.
Okazuje się, w Pradze jest tak duże zainteresowanie nauką języka polskiego, że Instytut musiał zorganizować aż 10 grup nauczania: 7 stacjonarnych i 3 online! „Nie jesteśmy w stanie przyjąć wszystkich chętnych. Obecnie uczy się tu ponad 100 osób, a co najmniej 30 czeka na kolejny nabór, by szybko dokonać zgłoszenia“ – opisuje dyrektorka i dodaje, że to zasługa zarówno świetnych lektorek, które w ciekawy i przyjazny sposób uczą języka polskiego, jak i też mody na Polskę!
„Organizujemy też spacery po Pradze polskimi śladami, integrujemy środowisko miłośników Polski i pomagamy tworzyć grupy przyjaciół, którzy wynoszą pozytywne wspomnienie o Polsce, a potem stają się naturalnymi ambasadorami naszego kraju w Czechach“ – wymienia.
„Służące“ wygrywają
Zaglądamy do biblioteki, którą opiekuje się Beata Mocová, także prowadząca kursy językowe. Znajduje się tu ponad 12 tysięcy woluminów. Są to nie tylko polskie książki, ale i przekłady polskich autorów na język czeski oraz polskie filmy i polskie płyty. „Mamy zapisanych ponad tysiąc czytelników. Odwiedzają nas też Czesi, którzy poprzez czytanie trenują bierną znajomość języka. Gros naszych czytelników to kursanci, którzy doskonalą swoje umiejętności językowe“ – mówi dyrektorka. W bibliotece powstaje też oddzielny zbiór książek z dedykacjami od ich autorów.
„Marzy mi się zorganizowanie wystawy książek z osobistymi wpisami“ – dzieli się swoim pomysłem. Najbardziej poczytną pozycją są ostatnio „Służące“ autorstwa Joanny Kuciel-Frydryszak. „Ich popularność przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Okazało się, że temat został trafiony w punkt“ – dzieli się z nami dyrektorka i dodaje, że „Chłopki“ tej samej autorki, które na Słowacji ukazały się rok temu, są właśnie tłumaczone na język czeski i zostaną wydane jesienią. „Największym wyzwaniem dla tłumaczki był tytuł, albowiem nie da się go przetłumaczyć na czeski dosłownie“ – zdradza moja rozmówczyni.
Kiedy dopytuję o innych poczytnych autorów wymienia Aleksandrę Wojtaszek, a także kryminały, np. Miłoszewskiego, biografie i oczywiście Mariusza Szczygła, który wygrywa wszystkie rankingi czytelnicze w Czechach. Czyżby zatem w zakresie literatury polskiej prym wiodło wydawnictwo Absynt, które powstało na Słowacji? „Tych wydawnictw jest więcej, na przykład Host, który wydaje książki Olgi Tokarczuk. Warto dodać, że w zeszłym roku gościliśmy noblistkę na Targach książki Svět knihy. Ale ponieważ polskiemu reportażowi darzy się także w Czechach, więc i Absynt jest w czołówce“ – dodaje.
Mówi też, że ze względu na ograniczenia metrażowe, co jakiś czas muszą dokonywać selekcji książek. „Ostatnio część starszych książek we współpracy z konsulatem została przekazana więźniom. W ten sposób mamy poczucie, że książki dostały drugie życie, są komuś przydatne, a my mamy miejsce na nowe“.
Inkubator polsko-czeskich kontaktów
Zaglądamy jeszcze do gabinetów dyrektorki i jej zastępczyni Agnieszki Skieterskiej, a potem do kuchni, gdzie poznajemy pozostałych pracowników Instytutu. „W sumie zatrudnionych jest tu osiem osób: dyrektor, zastępca, cztery osoby w dziale programowym i kolejne dwie, stanowiące personel wspierający“ – wymienia Monika Olech. Dopytuję ją jeszcze, czy to, że do Instytutu nie ma wejścia bezpośrednio z ulicy, tak jak to jest w Bratysławie, uważa za niedogodność.
Ona zwraca mi jednak uwagę na inny aspekt: większość dużych wydarzeń Instytut organizuje poza swoją siedzibą, a to motywuje pracowników tej placówki do pozyskiwania nowych partnerów. „To nam pozwala otwierać się na nowe znajomości i partnerstwa. Owszem, wymaga to od nas większego wkładu pracy, ale docieramy do nowych grup odbiorców, przez co stajemy się swoistym inkubatorem polsko-czeskich kontaktów kulturalnych“ – mówi z satysfakcją, podkreślając, że nie zamykają się na jedną dziedzinę kultury, ale starają się oferować pełen wachlarz kulturalny – dla miłośników muzyki, sztuk teatralnych, streetartu, literatury itd. Dopytuję jeszcze o partnerów.
„Mamy ich wielu. Ostatnio zostaliśmy partnerem Galerii Narodowej w Pradze, która obchodzi 230-lecie i w ramach obchodów mamy w planach wystawę o Polce, Annie Jagiellonce, która jako żona Ferdynanda I, króla Czech i Węgier, później także Niemiec, a następnie cesarza rzymskiego, w znacznym stopniu przyczyniła się do wzrostu potęgi rodu Habsburgów“ – opisuje dyrektorka i zapowiada przyszłoroczne koncerty muzyki dawnej z tym związane i wydanie katalogu.
Modlitwa dla Marty
Kiedy wydaje mi się, że już wszystkie pomieszczenia obejrzałam, moja rozmówczyni pokazuje pokój z wyjściem na balkon. Okazuje się, że jest to balkon, pełniący bardzo ważną rolę podczas obchodów aksamitnej rewolucji w Pradze! „To balkon, pod którym co roku, 17 listopada, gromadzi się 100 tysięcy osób i z którego rozlegają się czeski hymn i Modlitwa dla Marty!“ – opisuje i dodaje, że kiedy Instytut się wprowadził do Pałacu Metro, zwrócono się z prośbą do jego dyrekcji o udostępnienie balkonu, naprzeciwko którego znajduje się pomnik, przypominający wydarzenia z 1989 r.
„Dla nas to oczywista sprawa, bowiem chcemy być częścią życia kulturalnego i społecznego Pragi i Czech“ – opowiada dyrektorka. Zresztą to nie jedyny wkład Instytutu w obchody rocznicowe aksamitnej rewolucji, przygotowuje on bowiem także wystawy, dyskusje i prezentacje. „Ponad 70 lat działamy w Pradze, jesteśmy także tu, w tym pałacu magnesem, który zmienia jego oblicze“ – podsumowuje. A ja na koniec muszę jeszcze zadać jej pytanie, w którym z instytutów pracowało jej się lepiej: w tym bratysławskim czy praskim. „Tego nie da się ocenić. Podobnie jest, gdy ktoś mnie pyta, którą z moich córek bliźniaczek kocham bardziej. Obie kocham tak samo. I podobnie jest z tymi instytutami“ – konstatuje.
Małgorzata Wojcieszyńska, Praga
Zdjęcia: Stano Stehlik, archiwum
MP 11/2026










