Trzy razy „kiedy“

Mam wrażenie, że w naszej rodzinie czas płynie trochę inaczej. Czasem bardzo szybko – ktoś dorasta, ktoś wyjeżdża, ktoś wraca. A czasem nagle się zatrzymuje, jakby chciał nam dać chwilę, żebyśmy zdążyli się sobą nacieszyć.

 

 ROZMOWY Z NINĄ 

Kiedy jedno oko pilnuje

W tym miesiącu wydarzyło się trochę wszystkiego naraz. Przyjechała Nataszka z dalekiej Ameryki. Przyjechała z innego świata, który jest jej, a my należymy do niego tylko na odległość. Jest moją starszą siostrą i bardzo ją kocham. Ale jest też coś, o czym może nie mówię aż tak głośno, chociaż mama i Nataszka i tak o tym wiedzą. Kiedy mama rozmawia z nią przez telefon, patrzę, tak trochę jednym okiem.

Drugim niby nie – niby jestem zajęta, niby mnie to nie obchodzi. Ale to jedno oko pilnuje. Muszę się upewniać, czy mama nie zapomniała, że ja też tu jestem. Chyba jestem o nią trochę zazdrosna. Wtedy stanowczo przyciągam mamę do siebie i dłońmi obracam jej twarz w moją stronę. No cóż, już tak mam – potrzebuję mieć mamę dla siebie. To takie uczucie gdzieś pomiędzy złością a smutkiem. Trudno je dokładnie nazwać.

A kiedy Nataszka jest obok mnie naprawdę, wszystko wygląda inaczej. Kiedy mnie głaszcze albo delikatnie masuje moje ręce, wszystko się uspokaja. Jakbyśmy rozmawiały językiem, który nie potrzebuje słów. Jest taka jedna piosenka, którą Nataszka śpiewa tylko dla mnie. I wtedy już nie ma zazdrości. Jest tylko dźwięk i takie przyjemne, ciepłe uczucie.

 

Kiedy zaczyna się dorosłość

W tym samym czasie Aleks miał osiemnaste urodziny. Podobno to moment, w którym zaczyna się dorosłość. Ale nie jestem pewna, czy to tak działa u każdego, bo u mnie chyba jeszcze nie zadziałało. Wciąż jestem tą samą Niną. Aleks nie chciał wielkiej imprezy, bo nie lubi tłumów. Wystarczyło mu, że byliśmy razem.

Przyjechała babcia z Polski – specjalnie na jego urodziny, ale chyba też dlatego, że przyjechała Nataszka. Bo kiedy jedno dziecko wraca z daleka, nagle wszyscy chcą być bliżej. Była też druga babcia – ta słowacka – ze swoim spokojem, który zawsze wszystko jakoś porządkuje. Zrobiła swój słynny bananowy tort, a Aleks zażyczył sobie sushi, więc było to dość nietypowe połączenie, ale wszystkim smakowało.

I przez chwilę miałam wrażenie, że czas się zatrzymał. Nie cofnął się – bo każdy z nas jest już gdzie indziej niż kiedyś.

 

Kiedy odległości przestają mieć znaczenie

Patrzyłam na nas wszystkich i przypomniałam sobie nasze wspólne wakacje w Chorwacji. Mama i tata pchali wtedy dwa wózki – w jednym byłam ja, w drugim Aleks. Nataszka była jeszcze mała, szła obok, czasem trochę narzekała, bo nie chciało jej się chodzić.

Kiedy o tym myślę, mam wrażenie, że wtedy wszystko było prostsze. Były to fajne czasy! Dziś jesteśmy starsi. Każdy trochę w swoim świecie. A jednak kiedy siadamy razem przy jednym stole, wszystkie odległości przestają mieć znaczenie. I chyba o to chodzi w tym naszym życiu. Że miłość nie znika, kiedy trzeba się nią dzielić. Ona się wtedy jakimś cudem mnoży.

Ach… jakoś zrobiło mi się ciepło na duszy. Mam nadzieję, że i wy macie kogoś, kogo możecie kochać i przez kogo jesteście kochani.

Wasza Nina

Zdjęcia: Ewa Sipos

MP 5/2026