post-title Jak Polacy frakami świat podbijają

Jak Polacy frakami świat podbijają

Jak Polacy frakami świat podbijają

W świecie black and white,

Jak karnawał to karnawał! Bawić się można na wiele sposobów, nie powinno więc dziwić, że na łamach „Monitora“ zajmiemy się tematem… ubrań balowych! Nie, nie będzie mowa o wyszukanych kreacjach dla pań, ale… o klasykach dla panów. W smokingach i frakach wyspecjalizowali się nasi rodacy tuż za miedzą. Wśród ich klientów są politycy, aktorzy, a także słowaccy filharmonicy.

W sąsiedztwie opery wiedeńskiej, w samym centrum stolicy Austrii mieści się sklep Frak and CO, który prowadzą Polacy: ojciec i syn. Otwieraniu drzwi do tego sklepu towarzyszy przyjemny odgłos dzwoneczka. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolorystyka – na wieszakach czerń i biel. Nasze oczy od razu dostrzegają polski akcent, czyli leżące na ladzie łakocie dla klientów – polskie krówki.

 

Garnitur, gastronomia i frak

Wita nas Wiktor Latosiński, który doskonale mówi po polsku. „Mój tato pochodzi z Kielc, wyemigrował do Austrii ponad 40 lat temu. Ja się urodziłem w Wiedniu, ale mam polskie obywatelstwo“ – zaczyna rodzinną opowieść sprzedawca, który jest wspólnikiem ojca od blisko 20 lat. Jego ojciec przez wiele lat sprzedawał garnitury.

„Ja skończyłem szkołę gastronomiczną, by obsługiwać wysokiej klasy gości hotelowych. Jednak wpadliśmy na pomysł, by połączyć siły i wyjść do elitarnych klientów z ciekawą ofertą“ – opowiada. Jego tata zajmuje się więc zakupami materiałów, szyciem fraków i smokingów, a syn ich sprzedażą, oferując usługi na bardzo wysokim poziomie.

Pomysł na biznes wypalił i obaj panowie kroczą wspólną drogą biznesową od 2005 r. „Nasz sklep najpierw mieścił się w bocznej uliczce i był mniejszy“ – wspomina Latosiński i dodaje, że po kilku latach udało im się pozyskać ten reprezentacyjny lokal w sąsiedztwie najbardziej znanej opery na świecie.

 

Stolica balów

Ubrania dla panów są szyte z najlepszych włoskich materiałów. „To jedyny taki sklep na świecie, oferujący smokingi, fraki w rozmiarach także trudno dostępnych“ – zachwala Latosiński i dodaje, że taki sklep może funkcjonować jedynie w Wiedniu. Powód jest oczywisty – w Wiedniu kultura balowa jest szczególna! „Tu tysiące ludzi chodzą na bale!“ – twierdzi Latosiński, dodając, że Austriacy lubią się bawić i lubią się dobrze ubierać.

Nic więc dziwnego, że sklep „Frak and CO“ największe zyski osiąga w styczniu i lutym. Dopytuję więc, czy on sam też należy do miłośników tego typu zabawy i czy rozpoznaje na parkiecie kreacje, które sprzedaje. „Zazwyczaj wybieram się na dwa, trzy bale w sezonie i wtedy zdarza mi się, że spotykam klientów“ – mówi z uśmiechem, dodając, że zwraca uwagę na to, czy panowie trzymają się rad udzielonych im w sklepie.

 

Stąd prosto na bal

„Nie wystarczy tylko kupić frak, ale trzeba go odpowiednio nosić“ – mówi stanowczo Latosińki. To, na co zwraca szczególną uwagę, to to, czy garnitur, frak lub smoking są dobrze skrojone i czy dobrze leżą. „Zawsze uczulam panów, że nie mogą nosić spodni pod brzuchem, co szczególnie ważne jest przy fraku“ – informuje.

Sam frak to nie wszystko, do niego musi być odpowiednia koszula. „We wszystkim doradzimy, bo przecież nie na co dzień nosi się takie rzeczy “ – opisuje, zwracając uwagę na odpowiednie dodatki, jak muszka, skarpetki, spinki do koszuli czy cylinder.

„Do nas można przyjść tylko w bieliźnie, a wyjść ubranym od stóp do głów i pójść na Opernbal“ – oznajmia Latosiński, a ja dopytuję, czy już tak się stało. Mój rozmówca przytakuje: „Bywało, że przyszedł ktoś w ubraniu sportowym, a po 20 minutach wyszedł stąd prosto na bal“.

Klienci VIP

W polskim salonie ubierały się gwiazdy telewizji, kina, politycy. W sklepie naszych rodaków zaopatrywało się siedmiu kanclerzy austriackich, kilku burmistrzów Wiednia, dyplomaci, a nawet były szwajcarski prezydent. „Przyleciał do Wiednia i w ciągu pół godziny go ubraliśmy przed Opernbalem. Był tak zadowolony, że koleżance, która go obsługiwała, podarował zegarek“ – wspomina mój rozmówca.

Uwaga! Tom Cruise!

Najczęściej, gdy w drzwiach sklepu pojawiają się klienci VIP, towarzyszy im obstawa. „Kiedy przybył tu prezydent Izraela, to zamknięto całą ulicę“ – napomyka Latosiński. A ponieważ na bal każdy musi być ubrany odpowiednio, często również ochroniarze dokonują tu zakupów. „U nas wszyscy są równi! Czy to 16-letni chłopak, który wybiera się na swój pierwszy bal, polityk czy aktor – wszyscy są tak samo traktowani“ – dodaje.

Dopytuję, czy bywa stremowany obecnością wyjątkowych klientów, ale pan Wiktor twierdzi, że z czasem pozbył się tremy. „Miałem tremę, jak zajrzał do nas Tom Cruise, gdy koło opery kręcili Mission Impossibile“ – mówi.

Smoking czy frak?

Kiedy należy ubrać smoking, a kiedy frak? „To reguła, którą ustanawia organizator imprezy i jest to napisane w zaproszeniu. Kiedy widnieje adnotacja: black tie, czyli ‘czarna muszka’, to oznacza, że należy przyjść w smokingu, gdy white tie – we fraku“ – instruuje, przy czym dodaje, że frak jest w rankingu ubrań wyżej od smokingu, co oznacza, że gdy organizator zaznacza, że na balu obowiązuje smoking, można przyjść w smokingu, ale i we fraku. Natomiast nigdy odwrotnie – tam, gdzie obowiązują fraki, nie ma miejsca na smokingi. I tak dochodzimy do tego, że frak to najwyższy poziom ubioru dla panów.

 

Cena?

Jaka jest cena takiego stroju? „Nie jest tak źle“ – uspakaja Latosiński i informuje, że w jego sklepie można ubrać się już za 700 euro. „Owszem, można też wydać ok. 2000 euro, jeśli zaszalejemy z takimi dodatkami, jak cylinder czy szalik. Dużo pieniędzy można wydać na ozdobne guziki do mankietów lub buty – to dodatki, które mogą cenę wywindować, ale podstawowe ubranie zawsze jest to samo”– twierdzi.

Jeden na całe życie?

W związku z tym nasuwa się pytanie, jak często mężczyźni kupują fraki. W przypadku pań – wiadomo – każda chce zaprezentować się w nowej kreacji. A panowie?

„Przeważnie jest to zakup jeden na całe życie. Chyba że zmienia się figura, najczęściej nadmierne kilogramy dyskwalifikują ubranie“ – opowiada Latosiński. Zapewnia, że w pozostałych przypadkach, gdy ktoś ubiera frak na trzy do pięciu balów w roku, nie jest w stanie go zniszczyć. Co innego muzycy z orkiestry – ci ubierają fraki przeciętnie 200 razy w roku, a to oznacza, że muszą je zmieniać mniej więcej co dwa lata.

 

Raj dla muzyków

Dopytuję mojego rozmówcę, czy ubierają się u niego słowaccy filharmonicy. Przytakuje i dodaje: „Odwiedzają nas tu muzycy z całej Europy, zazwyczaj właśnie dzięki moim klientom poznaję aktualny repertuar opery czy filharmonii i wiem, skąd jest orkiestra, bo wtedy wpada do nas na zakupy 10 do 15 osób“.

Na takie ewentualności są nasi rodacy dobrze przygotowani – w magazynie mają spore zasoby, do dyspozycji klientów jest też krawcowa, która na życzenie może dokonać poprawek.

Na pamiątkę z Europy

A dokąd najdalej poleciał frak z polskiego sklepu?

Są one rozsiane po całym świecie. Mój rozmówca przypomina sobie klientów z Nowego Jorku, Los Angeles czy Szanghaju. „Trzy lata temu odwiedziło nas czterech Japończyków, którzy fraki kupili sobie na pamiątkę. Nie, nie poszli w nich na bal, oni po prostu zawieźli je do domu jako pamiątkę z Wiednia!“ – wspomina z uśmiechem.

 

Światowa marka

Do sklepu właśnie zaglądają klienci, o czym informuje nas dzwoneczek przy drzwiach. Zanim się więc pożegnamy, dopytuję jeszcze o najmłodszych klientów. „Jesteśmy w stanie ubrać 14-latków, ale ja odradzam – to inwestycja na jeden raz. Myślę, że taki frak można zafundować młodemu mężczyźnie, gdy będzie mieć ok. 18 lat, by tak elegancko ubrany wszedł w dorosłość“ – kwituje Latosiński.

Niedaleko nas, tuż za granicami Słowacji Polacy uczynili z fraków swoją markę znaną na całym świecie, a ich ubrania wiszą w szafach na różnych kontynentach. Cieszy to, kiedy naszym się wiedzie!

No cóż, karnawał w pełni, może zatem czas pomyśleć o balu?

Małgorzata Wojcieszyńska, Wiedeń

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 2/2024