post-title Między Warszawą, Pragą, Bratysławą a Wiedniem

Między Warszawą, Pragą, Bratysławą a Wiedniem

Między Warszawą, Pragą, Bratysławą a Wiedniem

Katarzyna Rzentarzewska jest związana z czterema stolicami europejskimi. Urodziła się i do ukończenia studiów mieszkała w Warszawie. W Pradze robiła doktorat. Do Bratysławy się przeniosła ze względu na miłość swego życia i stąd codziennie dojeżdża do pracy do Wiednia.

Kasia i Branislav Zudel tworzą nietuzinkowe małżeństwo polsko-słowackie – oboje są umysłami ścisłymi i zajmują się obliczeniami ekonomicznymi. Rezultaty ich pracy pomagają w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych i w formułowaniu polityki gospodarczej.

Spotykamy się w ich bratysławskim mieszkaniu, gdzie podejmują nas kolacją. „Lubię eksperymentować w kuchni, wypróbowywać nowe przepisy“ – zdradza Kasia, kiedy zachwycamy się jej kulinarnym dziełem. Gospodyni chwali bratysławską przystań, czyli mieszkanie, które kupili razem z Braniem, kiedy już wiedzieli, że tu osiądą.

Wszystko ze względu na pracę Brania. „To on dostał propozycję, której się nie odrzuca“ – mówi Kasia. Oboje wtedy byli w Pradze, gdzie się poznali. Nie od razu stali się parą, choć wpadli sobie w oko zaraz potem, kiedy młoda Polka przybyła do stolicy Czech.

Uciekająca panna młoda

Polskie życie Kasi zdało się być dobrze zaplanowane: studia  ekonomiczne na prywatnej uczelni w Warszawie, doktorat  w Polskiej Akademii Nauk, potem ślub. „PAN nie oferował warsztatu ekonometrycznego, o jakim marzyłam, więc zdecydowałam się jednak na doktorat za granicą i wybrałam Pragę“ – wspomina Kasia.

Decyzja wyjazdu pociągnęła za sobą kolejne. „Nie spotkała się ona ze zrozumieniem ze strony mojego ówczesnego narzeczonego“ – wyjaśnia. Powodów zerwania zaręczyn było więcej. Na miesiąc przed ślubem, mimo że wszystko było zapięte na ostatni guzik, łącznie z zamówioną salą weselną i suknią ślubną, zerwała zaręczyny, a ślub odwołała. Praga miała być jej wyzwoleniem.

Pojechała tam, żeby zgłębiać wiedzę i zapomnieć o nieudanej miłości. „Dlatego nie chciałam się z nikim wiązać, a wiele wskazywało na to, że chłopak, którego zauważyłam na imprezie, bardzo chce mnie zaprosić na randkę. Zrobiłam więc wszystko, by tak się nie stało“ – tak moja rozmówczyni opisuje, dlaczego uciekła przed Braniem. Rok później do randki jednak doszło i wtedy Słowak, również doktorant tej samej uczelni, został jej chłopakiem.

Pani ekspert

Będąc w Pradze, jeszcze podczas studiów doktoranckich, Kasia podjęła pracę i zaczęła przygotowywać analizy polskiej gospodarki dla banku Česká spořitelna, będącego częścią Erste Group. „Szukali kogoś ze znajomością języka polskiego z tego instytutu, gdzie ja studiowałam“ – opisuje. Tak się zaczęła jej przygoda zawodowa z bankiem Erste Group,  dla którego pracuje nadal, ale już w Wiedniu.

Teraz przygotowuje analizy regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Pytam ją więc, jak na tle tych krajów wypada Polska. „Pod względem rentowności, która najczęściej interesuje inwestorów, Polska nie wypada źle. To duży kraj. Profituje z tego, że ma duży rynek wewnętrzny, który zawsze będzie odporniejszy na szoki zewnętrzne niż ten słowacki czy węgierski“ – ocenia.

Ponieważ banki kupują obligacje, potrzebują mieć rozeznanie w cenach, a dla austriackiego banku Erste nasza Kasia jest jednym z mózgów, który odpowiada za takie badania. „Tak, jestem uważana za eksperta“ – dodaje skromnie, kiedy dopytuję o jej fachowość, a Branio  podpowiada, że Kasią interesują się też polskie media, bo kiedy przyjeżdżają do Warszawy, bywa proszona przez dziennikarzy o wywiady i opinie.

Cztery stolice

Pierwszy raz przyjechała do Bratysławy służbowo, na konferencję, ale już razem ze swoim słowackim chłopakiem. „Byłam zakochana, miasto postrzegałam przez różowe okulary” –  opisuje. Dziś trochę surowiej ocenia widoczne gołym okiem niedociągnięcia, na przykład zniszczony dworzec, którego przez 30 lat od upadku komunizmu nie zmodernizowano. „Przecież to wizytówka miasta!“ – ocenia bezkompromisowo.

Ma z czym porównywać, gdyż trzy inne stolice to również jej miejsca na Ziemi. „Warszawa bardzo się zmieniła na plus, Bratysława mogłaby podpatrzeć tam niektóre rozwiązania, bo polska stolica jest najbardziej dynamiczna z regionu“ – kwituje. Pragę ocenia jako najbardziej romantyczne miasto, ponieważ tam poznała Brania i tam odbył się ich ślub i wesele.

W Wiedniu pracuje, ale okazjonalnie też korzysta z tamtejszej oferty kulturalnej czy innych imprez, wśród których chwali winobranie. „W Bratysławie jest mój dom“ – podsumowuje i dodaje, że w ubiegłym roku po raz pierwszy bardzo zatęskniła za tym miastem. Stało się tak wtedy, kiedy przez miesiąc mieszkali z Braniem w Paryżu, gdzie on przebywał służbowo.

„To olbrzymie miasto, na każdym rogu tłumy i unoszący się zapach moczu. Kiedy wróciłam na Słowację, odetchnęłam z ulgą i doceniłam nasze przytulne mieszkanie, piękny taras, dobrą lokalizację i to, że Bratysława jest naprawdę urocza i nie tak gigantyczna, jak inne stolice“ – podsumowuje.

Bratysława z szampanem i truskawkami

Kiedy wracamy wspomnieniami do jej pierwszej wizyty w stolicy Słowacji, do której doszło dziesięć lat temu, okazuje się, że Branio zaprowadził ją wtedy do swoich rodziców. „Byłam zaskoczona, bo znaliśmy się zaledwie miesiąc, a tam podjęto mnie szampanem i truskawkami!“ – wspomina.

Branio z czułością patrzy na żonę, chwilę się przekomarzają, a on dowcipnie dodaje, że wie, czym ją ujął najbardziej. „Codziennie przynosiłem jej na zajęcia kefirek truskawkowy i tym ją zdobyłem“ – kwituje. Poza tym chłopak zrozumiał, że Kasi nie może zamknąć w klatce, stąd oboje małżonkowie chwalą sobie wzajemne zaufanie.

„Najważniejszym wspólnym naszym mianownikiem jest wolność, którą sobie dajemy, bo wierzymy sobie, nie kontrolujemy się obsesyjnie, a jednocześnie respektujemy i szanujemy“ – mówi nasza bohaterka, choć zdaje sobie sprawę, że dla wielu to normalne.

List do ukochanego

W 2013 roku odbył się ślub Kasi i Brania. Najpierw cywilny w Bratysławie, a potem kościelny w Pradze. „Sami sobie wszystko zorganizowaliśmy, tak jak chcieliśmy. Żadna ze stron nie była na swoim terenie, więc nikt nie dominował“ – podsumowują praskie wesele. Z urokliwą Pragą jednak się żegnali, ponieważ Branio dostał pracę w Bratysławie.

Kasia wspomina, że podczas przygotowań małżeńskich dostała zadanie napisania listu do ukochanego, w którym poinformowałaby o tym, co byłaby w stanie dla niego zrobić. „Lubię miasta nadmorskie, mogłabym zamieszkać na przykład w Barcelonie, ale wyznałam Braniowi, że kocham go tak bardzo, że jestem w stanie przeprowadzić się dla niego do Bratysławy“ – wspomina. W ten sposób zaczął się kolejny rozdział życiowy tej pary – bratysławski.

Sprzedawca długopisów

Bratysława upomniała się o swojego fachowca i złożyła Braniowi ofertę pracy w Instytucie Polityki Finansowej. „Pół roku go łamali, żeby przyjął ich propozycję“ – mówi Kasia. Branio pracuje w instytucie od sześciu lat, obecnie jako dyrektor prognoz ekonomicznych. To prestiżowe stanowisko, a jego głos w branży bardzo się liczy. Kiedy o tym rozmawiamy, przypomina sobie, że nazajutrz ma wystąpić w Radiu Słowackim i zaprezentować analizy ekonomiczne.

Ktoś inny może byłby w stresie, ale Branio ma w sobie dużą dozę spokoju i zdrowego dystansu. Czasami jego praca bywa tematem żartów, szczególnie w rodzinie Kasi, kiedy wspominają jedną z pierwszych rozmów, kiedy pytano go, czym się zajmuje. „Branio odpowiedział, że sprzedaje długopisy“ – wspomina ze śmiechem Kasia, która, widząc zdziwienie rodziców, pospieszyła z wyjaśnieniem, że słowackie dlhopisy to polskie obligacje.

W rytmie tango

Dopytuję małżonków, czy w czasie wolnym też omawiają ekonomiczne dane, skoro oboje są profesjonalistami z tej samej branży, a oni potwierdzają, że lubią się wymieniać fachowymi spostrzeżeniami. Oboje mówią z uznaniem o pracy tego drugiego. „Ja nie byłabym taka dobra w tym, co robi Branio, bo nie mam tyle cierpliwości, co on.

Poza tym, jego praca może mieć realny wpływ na zmiany w kraju, moja nie“ – twierdzi moja rozmówczyni i dodaje, że ich odskocznią od codzienności od jakiegoś czasu są tańce – a konkretnie tango. Poza tym Branio dostał od małżonki ciekawy prezent urodzinowy. Przechodzimy więc do pokoju obok, by go obejrzeć. Tam stoi elektryczna perkusja! Branio jest w swoim żywiole! Mało tego, okazuje się, że gra również na gitarze!

Kasia potakuje: „Tak, mamy się dobrze, jesteśmy niezależni, nie marudzimy, odnosimy sukcesy“, a Branio dodaje, że pamięta o Kasi marzeniu – domku nad morzem, ale z rozbrajającą szczerością zdradza, że na razie zrobili tylko jeden krok w tym kierunku: przygotowali tabelki w excelu i zapisali w nich na ten cel sto euro oszczędności.

Małgorzata Wojcieszyńska

zdjęcia: Stano Stehlik, archiwum rodzinne

MP 3/2020

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *