post-title „Listy do M.“ po raz czwarty!

„Listy do M.“ po raz czwarty!

„Listy do M.“ po raz czwarty!

 KINO OKO 

Wszystko zaczyna się w cichą noc. W tajemnicę zdarzeń, reklamowanych jako świąteczna zawierucha filmowa, wprowadza zadumana Karolina (Magdalena Różczka). A jest to prawdziwa zawierucha, bowiem do tej pory film na playerze obejrzało ponad 23 miliony widzów!  Aż trudno uwierzyć, bo premiera była zaledwie w połowie lutego.

 

To absolutny rekord wśród polskich filmów. Ale też dowód, jak spragnieni jesteśmy komedii. Wśród gwiazd polskiego kina w „Listach do M. 4“ zagrała też Vanessa Aleksander, której mama – jak Państwo zapewne wiedzą – jest Słowaczką i która wyznała w jednym z wywiadów, iż „mama jest wielką fanką Listów do M”.

„Listy do M. 4” to zarówno kalejdoskop postaci znanych z wcześniejszych produkcji (z 2011, 2015 i 2017 roku) i plejada aktorów wcielających się w nie (Agnieszka Dygant, Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Wojciech Malajkat, Borys Szyc, Danuta Stenka), jak i postaci nowych, granych przez  Magdalenę Boczarską, Cezarego Pazurę, Vanessę Aleksander.

Strój świąteczny mikołaja przywdział jak zwykle Tomasz Karolak, czyli Mel. Pomysłów scenariuszowych było co niemiara – wydaje się, że Mariusz Kuczewski i Marcin Baczyński za wszelką cenę chcieli wszystkich rozbawić. Walorem niewątpliwym tej opowiastki, pełnej dziwnych gagów i zaskoczeń, jest świąteczny klimat, nastrój budowany od nowa co chwilę i burzony kolejną awanturką.

To film dla tych, którzy nie oczekują niczego nadzwyczajnego, ale lubią od czasu do czasu się pośmiać i odrobinę wzruszyć, szczególnie gdy przy okazji tego filmu zastanowią się nad niezasłużoną samotnością jednego z bohaterów w czasie świąt Bożego Narodzenia.

Ciekawa tu rola Rafała Zawieruchy (też nowy bohater w „Listach do M.”), wcielającego się w rolę samotnego, zapracowanego programisty, który ma dostarczyć zgubiony prezent starszemu małżeństwu. I świetna, dawno nie widziana na ekranie Barbara Wrzesińska we wzruszającym epizodzie.

Główna para bohaterów „Listów do M. 4” Karina i Szczepan (Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk) mieszkają oczywiście na ładnym, nowym osiedlu, ale zagonieni codziennością nie mają czasu, by poznać swoich sąsiadów. A na ich klatce dzieje się wiele ciekawych rzeczy, bo ludzie są tu specyficzni i intrygujący. Bohaterów ciągle ktoś niespodziewanie odwiedza z jakąś drobną, sąsiedzką sprawą. Pozornie niby w

szyscy się znają, ale de facto są sobie obcy. Trzeba przyznać, że to naprawdę dobry fragment filmu, rozszyfrowujący naszą obojętność wobec tych, którzy żyją wokół nas. A poza tym Karina i Szczepan ciągle  się o coś  kłócą i każdy bez mała powód jest dobry, by rozpocząć kolejną sprzeczkę. W ich życiu co chwilę coś się wydarza, w drogę wchodzą im niejako nowe postacie i robią spore zamieszanie.

Oczywiście wszystko kręci się wokół Mela, czyli Tomasza Karolaka, który w tej części „Listów do M.” zbliża się natrętnie do Magdaleny Boczarskiej, grającej jego szefową, ale to niby-zauroczenie  nie wychodzi specjalnie na dobre tej parze. Mel jest nieznośny, trochę nadęty i ciągle niezadowolony. Ciekawe dlaczego? Ale to on w efekcie wykrzykuje po kolejnej awanturce: „Trochę życzliwości! Święta są!”.

Bo każdy z bohaterów tej komedii stara się choć trochę odmienić swoje życie z racji nadchodzących świąt. Najmniej udany w tym filmie jest wątek Wojciecha  (Wojciech Malajkat), postaci, która w poprzednich częściach „Listów do M.” zyskała wiele sympatii widzów. Teraz Wojciech jest w związku z Agnieszką (Iza Kuna) i widać wyraźnie, że to niezbyt przemyślana przez twórców filmu relacja.

Reżyser Patrick Yoka, specjalista od komediowych filmów telewizyjnych (reżyser wielu odcinków „Świata według Kiepskich”) i rozśmieszania masowej widowni, dobrze czuje się w sytuacjach, gdy świat odbija się w krzywym zwierciadle, więc gdzie może błyska drobnymi złośliwościami i ironią.

„Listy do M. 4” oglądać należy z takim samym nastawieniem jak kolejne części Kevina albo „Złego Mikołaja”. Odrobina naiwnego szaleństwa, trochę oderwania od męczącej codzienności ostatnich miesięcy może okazać się całkiem niezłym relaksem w jakiś piątkowy albo sobotni wieczór. Czego Państwu życzę.

Alina Kietrys

MP 3/2021

 

 

Pridaj komentár

Vaša e-mailová adresa nebude zverejnená. Vyžadované polia sú označené *